Nie oddadzą jednej trzeciej Katowic spółce Giesche?
2010-02-10
, aktualizacja: 11.02.2010 00:09
Pod zarzutem usiłowania wyłudzenia mienia znacznej wartości katowiccy funkcjonariusze ABW zatrzymali cztery osoby z reaktywowanej spółki Giesche. Na podstawie przedwojennych akcji domagała się zwrotu majątku wartości setek milionów złotych
ZOBACZ TAKŻE
- Giesche na YouTube. To prawdziwy rarytas! (24-08-09, 20:49)
- Spółka Giesche: Katowice są nasze! (17-09-07, 02:00)
- Proces spółki Giesche toczyć się będzie w Warszawie (14-07-11, 12:32)
- Giesche nie dostanie dużej części Katowic (22-03-11, 00:27)
- Prokuratura rozbija spółkę Giesche (29-01-11, 13:54)
- Ministerstwo Gospodarki odrzuca żądania spółki Giesche (12-03-10, 15:33)
- Kolejny Giesche straszy Katowice. Teraz ze Słowacji (07-03-10, 23:00)
- ABW zatrzymała przedstawicieli reaktywowanej spółki Giesche (11-02-10, 19:43)
- Ceny mieszkań na rynku wtórnym (11-02-10, 17:19)
We wrześniu 2007 roku ujawniliśmy kulisy reaktywowania przedwojennej spółki Giesche. Marek N., przedsiębiorca z Pomorza, który przedstawił się nam jako pasjonat starych dokumentów, opowiedział, że dotarł do akcji, które spółka Giesche SA emitowała przed wojną. Wraz ze znajomymi z Trójmiasta odkupił je od spadkobierców i na tej podstawie w 2005 r. reaktywował spółkę. Jej kapitał założycielski wynosił pół miliona złotych.
Ród Giesche był jednym z największych producentów węgla kamiennego w Europie. Posiadał też kopalnie galmanu, ołowiu, rudy cynku, a także huty srebra i ołowiu. Przed wojną należała do niego jedna trzecia powierzchni Katowic z osiedlami Giszowiec i Nikiszowiec na czele. Do podziału Śląska w 1922 r. spółka rodu nazywała się Die Bergwerks-Gesellschaft Georg von Giesches Erben. Później powołano Giesche SA z siedzibą w Katowicach i Georg von Giesches Erben AG we Wrocławiu. W 1926 r. sprzedali swoje udziały w polskiej spółce Amerykanom. Po wojnie majątek został znacjonalizowany, ale jak wyjaśniał nam Marek N., w przypadku Giesche SA zastosowano ustawę o wywłaszczeniu mienia poniemieckiego, a przecież akcje należały do Amerykanów. - Spółka nigdy też nie została wyrejestrowana - podkreślał.
Przedstawiciele reaktywowanej spółki pozakładali więc sprawy sądowe, domagając się zwrotu przedwojennego majątku. Jeden z pierwszych pozwów otrzymała Hutniczo-Górnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa. Giesche domagała się zwrotu starego domu z ogrodem przy ul. Morawy w Szopienicach. Zarząd spółki wystosował do mieszkańców list otwarty, w którym zapewniał, że lokatorom nie grozi eksmisja, a z Nikiszowca czy Giszowca nie znikną przedszkola i przychodnie. - Przedwojenni właściciele dbali o ludzi. Będziemy postępować podobnie - podkreślał N.
Piotr Uszok, prezydent Katowic, grzmiał wówczas, że po jego trupie majątek zostanie przekazany reaktywowanej spółce . W podobnym tonie wypowiadał się również Tomasz Pietrzykowski, ówczesny wojewoda śląski.
Po naszej publikacji śledztwo wszczęła katowicka delegatura ABW. Najpierw pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Katowicach, później Okręgowej. Rok temu postępowanie zostało przeniesione z Katowic do Tarnobrzegu. - Rozpoczęliśmy jedno z najbardziej żmudnych śledztw. Musieliśmy przeanalizować tony dokumentów sięgających lat 20. minionego wieku. Wiele razy musieliśmy korzystać również ze źródeł znajdujących się w Ministerstwie Finansów i w innych resortach. W końcu ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość, że nie mamy do czynienia z akcjonariuszami tylko z posiadaczami akcji o znaczeniu historyczno-kolekcjonerskim - mówi Jerzy Dybus, rzecznik tarnobrzeskiej Prokuratury Okręgowej.
Kluczem do zakończenia sprawy okazało się ustalenie następujących faktów: akcje Giesche zostały zdeponowane w 1939 r. w koncernie Saco w Stanach Zjednoczonych. Na mocy układu z USA z 1960 r., Polska zdecydowała o wypłaceniu podmiotom amerykańskim 40 mln dolarów odszkodowania. Przez kolejne 20 lat strona polska wypłaciła taką sumę w ratach po 2 mln rocznie. - Wszystko zostało spłacone. Jeśli więc ktoś ma tu jakieś zobowiązania, to rząd amerykański, nie Polska - wyjaśnia prokurator Dybus.
Dwa dni temu późnym wieczorem funkcjonariusze katowickiej ABW zatrzymali w Warszawie i Gdańsku czterech członków zarządu z Markiem N. na czele. Wczoraj przez cały dzień byli przesłuchiwani w Prokuraturze Okręgowej w Tarnobrzegu. - Zarzucamy im usiłowanie wyłudzenia mienia znacznej wartości, na kwotę co najmniej 341 mln zł. Naszym zdaniem spółka działała na szkodę skarbu państwa, który reprezentuje prezydent Katowic, Katowicki Holding Węglowy i Hutniczo-Górnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa. Zatrzymanym grozi od roku do 10 lat więzienia - mówi prokurator Dybus.
Uszok przyznał nam, że kamień spadł mu z serca: - Oczywiście o tym, czy spółka działała legalnie, czy nie, zadecyduje ostatecznie sąd. Niemniej zatrzymanie tych panów jest dla mnie momentem przełomowym i mam nadzieję, że będzie miało wpływ na te kilkanaście spraw, które toczą się w sądach cywilnych.
Leszek Pachulski, pełnomocnik reaktywowanej spółki Giesche, przestrzega jednak przed zbytnią euforią. - Zatrzymanie nie ma wpływu na byt spółki. Sam zarzut jest zresztą absurdalny. Chodzi w nim o odebranie prawa do złożenia pozwu w sądzie. Jestem kompletnie zaskoczony tym, co się stało, ale w niczym nie zatrzyma to dalszych działań Giesche - podkreśla.
Ród Giesche był jednym z największych producentów węgla kamiennego w Europie. Posiadał też kopalnie galmanu, ołowiu, rudy cynku, a także huty srebra i ołowiu. Przed wojną należała do niego jedna trzecia powierzchni Katowic z osiedlami Giszowiec i Nikiszowiec na czele. Do podziału Śląska w 1922 r. spółka rodu nazywała się Die Bergwerks-Gesellschaft Georg von Giesches Erben. Później powołano Giesche SA z siedzibą w Katowicach i Georg von Giesches Erben AG we Wrocławiu. W 1926 r. sprzedali swoje udziały w polskiej spółce Amerykanom. Po wojnie majątek został znacjonalizowany, ale jak wyjaśniał nam Marek N., w przypadku Giesche SA zastosowano ustawę o wywłaszczeniu mienia poniemieckiego, a przecież akcje należały do Amerykanów. - Spółka nigdy też nie została wyrejestrowana - podkreślał.
Przedstawiciele reaktywowanej spółki pozakładali więc sprawy sądowe, domagając się zwrotu przedwojennego majątku. Jeden z pierwszych pozwów otrzymała Hutniczo-Górnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa. Giesche domagała się zwrotu starego domu z ogrodem przy ul. Morawy w Szopienicach. Zarząd spółki wystosował do mieszkańców list otwarty, w którym zapewniał, że lokatorom nie grozi eksmisja, a z Nikiszowca czy Giszowca nie znikną przedszkola i przychodnie. - Przedwojenni właściciele dbali o ludzi. Będziemy postępować podobnie - podkreślał N.
Piotr Uszok, prezydent Katowic, grzmiał wówczas, że po jego trupie majątek zostanie przekazany reaktywowanej spółce . W podobnym tonie wypowiadał się również Tomasz Pietrzykowski, ówczesny wojewoda śląski.
Po naszej publikacji śledztwo wszczęła katowicka delegatura ABW. Najpierw pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Katowicach, później Okręgowej. Rok temu postępowanie zostało przeniesione z Katowic do Tarnobrzegu. - Rozpoczęliśmy jedno z najbardziej żmudnych śledztw. Musieliśmy przeanalizować tony dokumentów sięgających lat 20. minionego wieku. Wiele razy musieliśmy korzystać również ze źródeł znajdujących się w Ministerstwie Finansów i w innych resortach. W końcu ustaliliśmy ponad wszelką wątpliwość, że nie mamy do czynienia z akcjonariuszami tylko z posiadaczami akcji o znaczeniu historyczno-kolekcjonerskim - mówi Jerzy Dybus, rzecznik tarnobrzeskiej Prokuratury Okręgowej.
Kluczem do zakończenia sprawy okazało się ustalenie następujących faktów: akcje Giesche zostały zdeponowane w 1939 r. w koncernie Saco w Stanach Zjednoczonych. Na mocy układu z USA z 1960 r., Polska zdecydowała o wypłaceniu podmiotom amerykańskim 40 mln dolarów odszkodowania. Przez kolejne 20 lat strona polska wypłaciła taką sumę w ratach po 2 mln rocznie. - Wszystko zostało spłacone. Jeśli więc ktoś ma tu jakieś zobowiązania, to rząd amerykański, nie Polska - wyjaśnia prokurator Dybus.
Dwa dni temu późnym wieczorem funkcjonariusze katowickiej ABW zatrzymali w Warszawie i Gdańsku czterech członków zarządu z Markiem N. na czele. Wczoraj przez cały dzień byli przesłuchiwani w Prokuraturze Okręgowej w Tarnobrzegu. - Zarzucamy im usiłowanie wyłudzenia mienia znacznej wartości, na kwotę co najmniej 341 mln zł. Naszym zdaniem spółka działała na szkodę skarbu państwa, który reprezentuje prezydent Katowic, Katowicki Holding Węglowy i Hutniczo-Górnicza Spółdzielnia Mieszkaniowa. Zatrzymanym grozi od roku do 10 lat więzienia - mówi prokurator Dybus.
Uszok przyznał nam, że kamień spadł mu z serca: - Oczywiście o tym, czy spółka działała legalnie, czy nie, zadecyduje ostatecznie sąd. Niemniej zatrzymanie tych panów jest dla mnie momentem przełomowym i mam nadzieję, że będzie miało wpływ na te kilkanaście spraw, które toczą się w sądach cywilnych.
Leszek Pachulski, pełnomocnik reaktywowanej spółki Giesche, przestrzega jednak przed zbytnią euforią. - Zatrzymanie nie ma wpływu na byt spółki. Sam zarzut jest zresztą absurdalny. Chodzi w nim o odebranie prawa do złożenia pozwu w sądzie. Jestem kompletnie zaskoczony tym, co się stało, ale w niczym nie zatrzyma to dalszych działań Giesche - podkreśla.
Polecamy: Giesche na YouTube. To prawdziwy rarytas!
- 147 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
50 głosów
-
Nie oddadzą jednej trzeciej Katowic spółce Gies...
norton2
11.02.10, 09:38
Bardzo żałuję - była szansa na zrobienie porządku w tych burdelowych katowicach i wypie...nia uszoka ze żłoba.Bród , smród i ubóstwo - to hasło sołtysa i nieroba uszoka.!!!»
-
Wyłudzaczom dziękujemy
and_nowak
11.02.10, 16:16
Należały im się te majątki, jak Lepperowi Niderlandy.»
-
Same debile sa w ABW??
senseiek
11.02.10, 19:16
Same debile sa w ABW??Przeciez, zeby reaktywowac jakas spolke gdy ma sie kilka/set/tysiecy akcji wymagana jest cala seria legalnych operacji natury prawnej w stylu pojscie do sadu, »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter




