Pielęgniarki zaostrzają protest. Zaczęły głodówkę
2010-02-10
, aktualizacja: 10.02.2010 23:52
Bonifacy Płonka i Władysław Bułka, pacjenci oddziału urazowo-ortopedycznego szpitala wojewódzkiego w Bielsku-Białej odczuwają skutki strajku. - Dostajemy wszystkie zastrzyki i leki. Ale gorzej z potrzebami osobistymi. Na szczęście pan Janek, który leży z nami, chodzi i nam pomaga, odnosi np. baseny - opowiada Płonka.
Sytuacja w szpitalach na Podbeskidziu i na Żywiecczyźnie jest coraz trudniejsza. Jeśli strajk będzie trwał dalej, w przypadku niektórych oddziałów konieczna może być ewakuacja.
ZOBACZ TAKŻE
- Pielęgniarki dostaną pieniądze, część nadal strajkuje (24-02-10, 21:54)
- Pielęgniarki strajkują, a cała reszta ma je popierać (23-02-10, 22:32)
- Kopacz rozmawia z pielęgniarkami. "Możliwy ogólnopolski protest" (22-02-10, 10:12)
- Pielęgniarki pod MZ. "To dyrektorzy decydują o zarobkach" mówi min. Kopacz (22-02-10, 08:26)
- Pielęgniarki ze szpitala w Bystrej zakończyły strajk (19-02-10, 18:15)
- Strajk pielęgniarek będzie się rozszerzał? (18-02-10, 21:50)
- Głodówka pielęgniarek już w czterech szpitalach (12-02-10, 14:08)
- W centrum onkologii za 6,2 mln zbudowano dwa bunkry (10-02-10, 22:00)
- Kilkaset pielęgniarek odeszło od łóżek. Chcą podwyżek (09-02-10, 01:01)
- Pracownicy Szpitala Wojewódzkiego nie dostali wypłaty (07-02-10, 20:28)
- Pielęgniarki chcą strajku. Solidarność krytykuje akcję (03-02-10, 23:00)
Środowe popołudnie, oddział chirurgii ortopedyczno-urazowej bielskiego Szpitala Wojewódzkiego. Trzyosobowa sala. Dwóch pacjentów z nogami na wyciągach, nie wstają z łóżek. Bonifacy Płonka poślizgnął się przed domem, upadł i uszkodził endoprotezę. Od tygodnia leży w szpitalu. I miał pecha, bo trafił na strajk. - Dostajemy wszystkie zastrzyki i leki. Ale gorzej z potrzebami osobistymi. Na szczęście pan Janek, który leży z nami, chodzi i nam pomaga, odnosi np. baseny - opowiada Płonka.
Na drzwiach sali, w której leży, wisi kartka z informacją zakładowego związku pielęgniarek i położnych, że proszą o wyrozumiałość. - Uważam, że powinny dostać to, czego chcą - mówi Płonka.
Ale pacjenci i ich rodziny zaczynają tracić cierpliwość. Wczoraj pod gabinetem dyrektora pojawił się zdenerwowany mężczyzna żądający, by jakaś pielęgniarka zajęła się wreszcie jego żoną.
Jest zima, ludzie łamią sobie nogi i ręce na śliskich chodnikach, na oddziale leży teraz kilkudziesięciu pacjentów. Z powodu strajku opiekuje się nimi jedna pielęgniarka. Sytuacja jest bardzo trudna. W szpitalu powstała nawet lista pracowników, którzy są gotowi wykonywać niektóre proste, niewymagające wykształcenia pielęgniarskiego czynności, takie jak np. noszenie pobranych próbek do laboratorium. - To w końcu nasz szpital, nasze miejsce pracy - mówi nam jedna z pracownic administracji. - To nie jest tylko szpital pielęgniarek - dodaje. Szpital pracuje w systemie ostrodyżurowym. Przyjęcia są ograniczone, a kogo się tylko dało, wypisano do domów.
Strajkują pielęgniarki w Szpitalu Ogólnym w Bielsku-Białej, Szpitalu Powiatowym w Żywcu, Specjalistycznym Szpitalu Chorób Płuc i Gruźlicy w Bystrej Śląskiej oraz Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Międzybrodziu Bialskim. W poniedziałek wieczorem odeszły od łóżek pacjentów. Kolejne rozmowy nie przyniosły efektów, więc pielęgniarki postanowiły zaostrzyć protest. Wczoraj rano trzy pracownice szpitala w Bystrej rozpoczęły głodówkę. Wieczorem dołączyło do nich siedem pielęgniarek ze Szpitala Wojewódzkiego. Jeśli sytuacja się nie zmieni, kolejne będą się przyłączać do głodówki. Żądają podwyższenia podstawy wynagrodzenia do 3 tys. zł brutto.
Pielęgniarki mówią, że nie chodzi im tylko o pieniądze. Czują się dyskryminowane. Dlatego zapowiadają, że nie ustąpią. - Sytuacja jest naprawdę trudna, bo szpitale po prostu nie mają pieniędzy na podwyżki - mówi Jan Miodoński, żywiecki wicestarosta.
Najtrudniejsza sytuacja jest w Szpitalu Wojewódzkim, bo to największa placówka w regionie. Wczoraj helikopter przytransportował tutaj ciężko rannego narciarza ze Szczyrku. Takie przypadki trafiają tu każdego dnia. Ryszard Batycki, dyrektor placówki, zapowiada, że zrobi wszystko, by z ani jednego oddziału nie trzeba było ewakuować pacjentów. Jeśli jednak strajk będzie się przeciągał, może się to okazać konieczne.
Dyrektorzy szpitali mają duże wątpliwości, czy strajk pielęgniarek jest legalny. Nie przedstawiły wcześniej żądań, nie było negocjacji. Dyrektor Batycki złożył wczoraj w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Trafiły tam także zawiadomienia od innych dyrektorów.
Nie wszystkie pielęgniarki przyłączyły się do strajku. Na przykład w Szpitalu Wojewódzkim protestuje niecała połowa personelu.
Na drzwiach sali, w której leży, wisi kartka z informacją zakładowego związku pielęgniarek i położnych, że proszą o wyrozumiałość. - Uważam, że powinny dostać to, czego chcą - mówi Płonka.
Ale pacjenci i ich rodziny zaczynają tracić cierpliwość. Wczoraj pod gabinetem dyrektora pojawił się zdenerwowany mężczyzna żądający, by jakaś pielęgniarka zajęła się wreszcie jego żoną.
Jest zima, ludzie łamią sobie nogi i ręce na śliskich chodnikach, na oddziale leży teraz kilkudziesięciu pacjentów. Z powodu strajku opiekuje się nimi jedna pielęgniarka. Sytuacja jest bardzo trudna. W szpitalu powstała nawet lista pracowników, którzy są gotowi wykonywać niektóre proste, niewymagające wykształcenia pielęgniarskiego czynności, takie jak np. noszenie pobranych próbek do laboratorium. - To w końcu nasz szpital, nasze miejsce pracy - mówi nam jedna z pracownic administracji. - To nie jest tylko szpital pielęgniarek - dodaje. Szpital pracuje w systemie ostrodyżurowym. Przyjęcia są ograniczone, a kogo się tylko dało, wypisano do domów.
Strajkują pielęgniarki w Szpitalu Ogólnym w Bielsku-Białej, Szpitalu Powiatowym w Żywcu, Specjalistycznym Szpitalu Chorób Płuc i Gruźlicy w Bystrej Śląskiej oraz Zakładzie Opiekuńczo-Leczniczym w Międzybrodziu Bialskim. W poniedziałek wieczorem odeszły od łóżek pacjentów. Kolejne rozmowy nie przyniosły efektów, więc pielęgniarki postanowiły zaostrzyć protest. Wczoraj rano trzy pracownice szpitala w Bystrej rozpoczęły głodówkę. Wieczorem dołączyło do nich siedem pielęgniarek ze Szpitala Wojewódzkiego. Jeśli sytuacja się nie zmieni, kolejne będą się przyłączać do głodówki. Żądają podwyższenia podstawy wynagrodzenia do 3 tys. zł brutto.
Pielęgniarki mówią, że nie chodzi im tylko o pieniądze. Czują się dyskryminowane. Dlatego zapowiadają, że nie ustąpią. - Sytuacja jest naprawdę trudna, bo szpitale po prostu nie mają pieniędzy na podwyżki - mówi Jan Miodoński, żywiecki wicestarosta.
Najtrudniejsza sytuacja jest w Szpitalu Wojewódzkim, bo to największa placówka w regionie. Wczoraj helikopter przytransportował tutaj ciężko rannego narciarza ze Szczyrku. Takie przypadki trafiają tu każdego dnia. Ryszard Batycki, dyrektor placówki, zapowiada, że zrobi wszystko, by z ani jednego oddziału nie trzeba było ewakuować pacjentów. Jeśli jednak strajk będzie się przeciągał, może się to okazać konieczne.
Dyrektorzy szpitali mają duże wątpliwości, czy strajk pielęgniarek jest legalny. Nie przedstawiły wcześniej żądań, nie było negocjacji. Dyrektor Batycki złożył wczoraj w prokuraturze zawiadomienie o możliwości popełnienia przestępstwa. Trafiły tam także zawiadomienia od innych dyrektorów.
Nie wszystkie pielęgniarki przyłączyły się do strajku. Na przykład w Szpitalu Wojewódzkim protestuje niecała połowa personelu.
Polecamy: Chorzy skorzystają. Onkologia dostała nowoczesny sprzęt
- 15 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

