Niech centrum Katowic co weekend ożywią wesołe rytmy

Anna Malinowska
2010-02-09 , aktualizacja: 09.02.2010 17:12
A A A Drukuj
Jazzu w Katowicach można posłuchać w Jazz Clubie Hipnoza. Grają tu największe gwiazdy - na zdjęciu koncert Stacey Kent. A co z młodymi muzykami? Fot. Marta Błażejowska/Agencja Gazeta Jazzu w Katowicach można posłuchać w Jazz Clubie Hipnoza. Grają tu największe gwiazdy - na zdjęciu koncert Stacey Kent. A co z młodymi muzykami?
Czy studenci katowickiej Akademii Muzycznej, którzy co weekend grają w krakowskich klubach, nie mogliby tego samego robić w Katowicach? Mogliby, ale większości miejscowych właścicieli klubów na to nie stać. A gdyby tak wspomogło ich miasto?
SONDAŻ
Czy władze miasta powinny wspierać restauratorów oferujących u siebie muzykę na żywo?

Tak
Nie
Nie interesuje mnie to, bo nie lubię jazzu

Na taki pomysł wraz z grupą przyjaciół i miłośników jazzu wpadł Marcin Borsa, mieszkający w Katowicach urbanista. Wszystko po to, by choć trochę ożywić centrum i zaproponować mieszkańcom coś odmiennego od wizyty w centrum handlowym. - W klubach w Krakowie spotkałem studentów katowickiej Akademii Muzycznej. Opowiadali, że co weekend przyjeżdżają tu grać. Za wieczór dostają 300-400 zł. W Katowicach mogliby grać, pod warunkiem że robiliby to za darmo - mówi Borsa.

- Nam nie chodzi o wielkie gwiazdy, ale o budowanie klimatu codzienności. By Katowice nie były miastem tylko wielkich wydarzeń, ale również zwyczajnych. To nic nowego, bo przecież lokale z muzyką przyciągają ludzi na całym świecie - twierdzi Andrzej Kalinowski, organizator koncertów jazzowych.

Borsa i Kalinowski policzyli, że gdyby urząd miasta zdecydował się dofinansować np. pięć klubów w centrum, rok muzyki na żywo kosztowałby je 18 tys. zł. - Co to za kwota w porównaniu do milionów, które miasto wydało na deptak na Mariackiej? Koncerty odbywałyby się raz w tygodniu. W kilku miejscach w piątki, w innych w soboty. Muzyka powinna być różna. Czasem jazz, czasem blues, może jakieś wesołe rytmy ska. Jestem pewien, że ludzie w takich miejscach zaczęliby bywać - uważa Borsa.

Adam Grządziel kilka miesięcy temu w budynku po byłym kinie Piast otworzył klub Old Timers Garage. Zaprasza do siebie muzyków znanych i początkujących. - Knajpa nie jest interesem, na którym zarabia się krocie. Od niejednego restauratora wiem, że nawet 300 zł za występ artysty jest dużym wydatkiem - mówi Grządziel. Potwierdza, że ludzie na koncerty w jego klubie chętnie przychodzą.

Dariusz Janus, wykładowca w Instytucie Jazzu Akademii Muzycznej w Katowicach, wspomina, że granie w knajpkach dla studenta czy profesora akademii było kiedyś normą. - Chodzi oczywiście o czasy, gdy wszelkie takie miejsca miały publiczne dofinansowanie. Na pewno warto spróbować, bo część studentów taką ofertą byłaby zainteresowana - mówi.

Co o tym myśli Edyta Sytniewska, naczelniczka wydziału kultury katowickiego magistratu? - Jestem jak najbardziej za! Wiem, że na taki cel można wygospodarować pieniądze. To tak na gorąco, bo zostaje jeszcze kwestia sposobu przekazania tych pieniędzy - powiedziała nam Sytniewska.

Polecamy: Przy ich muzyce można spijać tequilę ze stóp Salmy Hayek



Podziel się

  • 21 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    19 głosów