Prokuratura oburza się telefonem od śląskiego wojewody

Przemysław Jedlecki, Marcin Pietraszewski
2010-02-05 , aktualizacja: 05.02.2010 23:56
A A A Drukuj
Zygmunt Łukaszczyk, wojewoda śląski zadzwonił do prokuratury w Bytomiu. Chciał wiedzieć, dlaczego zezwoliła aresztowanemu prezydentowi Świętochłowic na wysłanie pisma, w którym przekazał kompetencje swojej zastępczyni. - To próba wciągnięcia nas w politykę - oburza się jeden ze śledczych
Eugeniusz M., prezydent Świętochłowic został zatrzymany przez ABW pod zarzutem brania łapówek od szefów spółek komunalnych. 22 stycznia na wniosek prokuratury został aresztowany. W takiej sytuacji władzę w mieście powinien przejąć jego pierwszy zastępca, ale w Świętochłowicach takiego stanowiska nie było. M. wskazał na nie, już za kratami aresztu, wiceprezydent Urszulę Gniełkę. Podpisane przez M. zarządzenie przeszło przez ręce prowadzących śledztwo w jego sprawie prokuratorów z Bytomia.

Gdyby je wstrzymali, premier Tusk mógłby już zapewne powołać w Świętochłowicach komisarza.

Kilka dni później do Artura Otta, szefa Prokuratury Rejonowej w Bytomiu zadzwonił wojewoda. Domagał się od niego wyjaśnień, dlaczego śledczy przepuścili korespondencję aresztowanego prezydenta.

- Kodeks wskazuje wyraźnie, że nie możemy wstrzymywać aresztowanym korespondencji, która nie dotyczy prowadzonych przez nas postępowań. A pismo M. nie miało żadnego związku ze śledztwem w sprawie korupcji - mówi nam prokurator Ott. O telefonie od wojewody nie chciał rozmawiać.

Telefoniczna interwencja Łukaszczyka zszokowała za to śledczych z nadzorującej bytomską jednostkę Prokuratury Okręgowej w Katowicach. - Uważamy to za próbę wciągnięcia nas w politykę i walkę o władzę. Takich telefonów można było się spodziewać za czasów PiS, a nie teraz - mówił nam wczoraj jeden z prokuratorów.

Krzysztof Nowak, dyrektor wydziału prawnego Śląskiego Urzędu Wojewódzkiego uważa reakcję śledczych za przesadzoną. - Przecież na wojewodzie spoczywa obowiązek nadzoru nad samorządem. Nie jest prokuratorem i chciał się tylko dowiedzieć, jak to się stało, że aresztowany prezydent wydal w areszcie zarządzenie, które następnie przeszło przez ręce śledczych. To wszystko - wyjaśnia Nowak.

Jednak zdaniem dr. Marka Mazura, politologa z Uniwersytetu Śląskiego telefon od wojewody może być odebrany jako presja na śledczych. - A przecież wojewoda ma własnych prawników od rozstrzygania wątpliwości prawnych - mówi Mazur.

Także Tomasz Tomczykiewicz, szef śląskiej PO uważa, że Łukaszczyk nie powinien dzwonić do prokuratora. - Jeśli miał jakieś wątpliwości, mógł poprosić o ich wyjaśnienie jego przełożonych - mówi Tomczykiewicz i zapewnia, że sam, na miejscu Łukaszczyka takiego telefonu by nie wykonał.

Wczoraj szef Prokuratury Okręgowej w Katowicach poprosił prokuratora Otta o pisemne wyjaśnienie okoliczności przepuszczenia pisma M. z aresztu oraz telefonicznej rozmowy z wojewodą.

List z opisem całej sprawy napisał też do swojego przełożonego, ministra spraw wewnętrznych i administracji, wojewoda Łukaszczyk. Zdaniem prawników wojewody znowelizowana niedawno ustawa o samorządzie gminnym pozbawia aresztowanego prezydenta prawa do wydawania zarządzeń. To by oznaczało, że wiceprezydent Gniełka nie może pełnić obowiązków za Eugeniusza M.

Kto zatem powinien być gospodarzem Świętochłowic? - Naszym zdaniem osoba, którą powoła premier - mówi dyrektor Nowak. Według naszych informatorów największe szanse przy takim rozwiązaniu miałby Andrzej Szaton, działacz PO.

Wydział prawny wojewody wstrzymał wykonanie podpisanego przez M. za kratami zarządzenia i czeka na odpowiedź z MSWiA.

Polecamy: Seks w centrum? Wojewoda mówi "nie" i stawia szlaban



Podziel się

  • 24 komentarze
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    13 głosów