Uczniowie zastraszali nauczycieli. Odpowiedzą w sądzie
2010-02-03
, aktualizacja: 04.02.2010 00:02
15-letni gimnazjaliści rzucali papierkami w nauczycielki, przewracali biurka, a kiedy zwracały im uwagę, krzyczeli: "czego ta ku... od nas chce?". Teraz odpowiedzą za znieważenie pedagogów. To pierwszy taki przypadek w Katowicach
ZOBACZ TAKŻE
- Gimnazjaliści ukarani, w szkole od razu spokojniej (07-04-10, 20:30)
- Czy z powodu rekolekcji może nie być lekcji w szkole? (16-03-10, 21:33)
- Słaby uczeń nie potknie się już o próg do liceum (23-02-10, 14:14)
- Nasza szkapa albo garnek zupy na szkolnym świadectwie? (08-02-10, 23:00)
- Rodzina żąda miliona złotych za śmierć syna w areszcie (08-02-10, 14:19)
- Miały być fajne zajęcia pozalekcyjne, a jest nuda (05-02-10, 21:43)
- Socjolog: bandyci biją gliniarzy, bo są bezkarni (12-02-10, 19:58)
- Ta sprawa nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie odwaga dyrektorek dwóch gimnazjów, które nie ukrywały problemów z uczniami, lecz zawiadomiły nas o tym. Za to należą się im słowa uznania - podkreśla komisarz Renata Hałabuda z referatu do spraw nieletnich katowickiej policji.
Uczniowie klasy drugiej w Gimnazjach nr 4 i 8 najpierw na lekcjach opowiadali dowcipy, głośno się śmiali i nie reagowali, kiedy nauczycielki próbowały ich uspokoić. Potem obrzucali je papierkami i kredą, przewracali im biurka i demolowali wyposażenie klas.
- Czuli się tak bezkarni, że kiedy nauczycielki apelowały o spokój, wołali do innych uczniów: "czego ta ku... od nas chce?" - mówi jeden z oficerów katowickiej policji.
W Gimnazjum nr 8 sytuacja do tego stopnia wymknęła się spod kontroli, że 15-latkowie zaczęli przynosić do szkoły petardy i detonować je na przerwach. Podpalali lont i rzucali je w grupki uczniów. Kilka tygodni temu taka zabawa o mały włos nie zakończyła się tragedią, bo jeden z ładunków eksplodował na plecach kilkunastoletniej dziewczynki, na której zapaliła się bluzka. - Uczennica została poparzona i na trzy dni straciła słuch - mówi komisarz Jacek Pytel, rzecznik prasowy komendy miejskiej w Katowicach.
W grudniu nauczyciele obu gimnazjów uznali, że miarka się przebrała i nie są już w stanie przywrócić porządku na lekcjach. O ekscesach uczniów zawiadomili więc policję. W pierwszej kolejności funkcjonariusze przesłuchali pedagogów, którzy opowiedzieli o tym, co gimnazjaliści wyprawiali na zajęciach. Potem do komendy zaczęto wzywać uczniów wraz z opiekunami. W większości przypadków pochodzą z rodzin patologicznych. Dwaj to wychowankowie domu dziecka z orzeczoną demoralizacją i nie wiadomo, dlaczego trafili do szkoły publicznej. - Na większości rodziców opisy tego, co ich pociechy wyczyniały w szkole, nie robiły najmniejszego wrażenia. Tak, jakby to dotyczyło cudzych dzieci - mówi komisarz Hałabuda.
Ostatecznie 17 gimnazjalistom z obu szkół przedstawiono aż 160 zarzutów dotyczących znieważenia nauczycieli. To pierwszy taki przypadek w Katowicach. We wtorek do sądu rodzinnego trafił wniosek o ukaranie 15-latków. Zgodnie z prawem mogą zostać upomnieni, objęci dozorem kuratora lub skierowani do placówki wychowawczej. - Mam nadzieję, że sędziowie podejdą do sprawy poważnie, bo nie może być tak, że garstka uczniów terroryzuje całą klasę - mówi Monika Michalik, dyrektor Gimnazjum nr 4 w Katowicach. Przyznaje, że po interwencji policji sytuacja w szkole się unormowała.
Mieczysław Żyrek, naczelnik wydziału edukacji katowickiego magistratu, zapowiada, że zwróci się do dyrektorów wszystkich gimnazjów w mieście o informacje, czy w ich placówkach dochodzi do podobnych problemów z uczniami. - Nie można ich ukrywać w obawie przed utratą reputacji. Takie sprawy trzeba załatwiać razem z policją - podkreśla Żyrek. I przypomina, że kilka lat temu dzięki współpracy ze śledczymi wyrzucono ze szkół dilerów, którzy próbowali sprzedawać tam narkotyki.
Uczniowie klasy drugiej w Gimnazjach nr 4 i 8 najpierw na lekcjach opowiadali dowcipy, głośno się śmiali i nie reagowali, kiedy nauczycielki próbowały ich uspokoić. Potem obrzucali je papierkami i kredą, przewracali im biurka i demolowali wyposażenie klas.
- Czuli się tak bezkarni, że kiedy nauczycielki apelowały o spokój, wołali do innych uczniów: "czego ta ku... od nas chce?" - mówi jeden z oficerów katowickiej policji.
W Gimnazjum nr 8 sytuacja do tego stopnia wymknęła się spod kontroli, że 15-latkowie zaczęli przynosić do szkoły petardy i detonować je na przerwach. Podpalali lont i rzucali je w grupki uczniów. Kilka tygodni temu taka zabawa o mały włos nie zakończyła się tragedią, bo jeden z ładunków eksplodował na plecach kilkunastoletniej dziewczynki, na której zapaliła się bluzka. - Uczennica została poparzona i na trzy dni straciła słuch - mówi komisarz Jacek Pytel, rzecznik prasowy komendy miejskiej w Katowicach.
W grudniu nauczyciele obu gimnazjów uznali, że miarka się przebrała i nie są już w stanie przywrócić porządku na lekcjach. O ekscesach uczniów zawiadomili więc policję. W pierwszej kolejności funkcjonariusze przesłuchali pedagogów, którzy opowiedzieli o tym, co gimnazjaliści wyprawiali na zajęciach. Potem do komendy zaczęto wzywać uczniów wraz z opiekunami. W większości przypadków pochodzą z rodzin patologicznych. Dwaj to wychowankowie domu dziecka z orzeczoną demoralizacją i nie wiadomo, dlaczego trafili do szkoły publicznej. - Na większości rodziców opisy tego, co ich pociechy wyczyniały w szkole, nie robiły najmniejszego wrażenia. Tak, jakby to dotyczyło cudzych dzieci - mówi komisarz Hałabuda.
Ostatecznie 17 gimnazjalistom z obu szkół przedstawiono aż 160 zarzutów dotyczących znieważenia nauczycieli. To pierwszy taki przypadek w Katowicach. We wtorek do sądu rodzinnego trafił wniosek o ukaranie 15-latków. Zgodnie z prawem mogą zostać upomnieni, objęci dozorem kuratora lub skierowani do placówki wychowawczej. - Mam nadzieję, że sędziowie podejdą do sprawy poważnie, bo nie może być tak, że garstka uczniów terroryzuje całą klasę - mówi Monika Michalik, dyrektor Gimnazjum nr 4 w Katowicach. Przyznaje, że po interwencji policji sytuacja w szkole się unormowała.
Mieczysław Żyrek, naczelnik wydziału edukacji katowickiego magistratu, zapowiada, że zwróci się do dyrektorów wszystkich gimnazjów w mieście o informacje, czy w ich placówkach dochodzi do podobnych problemów z uczniami. - Nie można ich ukrywać w obawie przed utratą reputacji. Takie sprawy trzeba załatwiać razem z policją - podkreśla Żyrek. I przypomina, że kilka lat temu dzięki współpracy ze śledczymi wyrzucono ze szkół dilerów, którzy próbowali sprzedawać tam narkotyki.
Polecamy: Agresywni uczniowie będą karani na niby. Takie przepisy
- 270 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
85 głosów
-
Uczniowie zastraszali nauczycieli. Odpowiedzą w...
jano53
04.02.10, 09:07
To co w tym gimnazjum nie było religii,a już wiem ci uczniowie na te lekcjenie chodzili więc nie miłowali bliźniego.»
-
Uczniowie zastraszali nauczycieli. Odpowiedzą w...
44i
04.02.10, 11:48
warto by się dokładnie przyjrzeć także gimnazjum nr 10.Zrobić ankietę anonimową dla uczniów i nauczycieli.»
-
Kara chłosty i terror psychiczny
fortis22
04.02.10, 12:24
ustawiły by ich w 3 dni.»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


