Zamurował matkę w pokoju i półtora roku brał emeryturę
2010-01-08
, aktualizacja: 08.01.2010 17:33
71-letnią Krystynę po raz ostatni widziano w lipcu 2008 r. - Mamę bolą nogi - wyjaśniał sąsiadom jej syn. W czwartek zmumifikowane zwłoki kobiety znalazła policja. Przez półtora roku leżały zamurowane w pokoju, a mężczyzna pobierał emeryturę matki
ZOBACZ TAKŻE
- Zabił i zabetonował kolegę w wannie. Dostał dożywocie (11-03-10, 16:03)
- 74-latek dostał zawału ćwiartując nożem zwłoki kobiety? (09-02-10, 11:10)
- Rodzina żąda miliona złotych za śmierć syna w areszcie (08-02-10, 14:19)
Mieszkańcy dwupiętrowego bloku przy ulicy Wróblewskiego w Gliwicach są w szoku. - To się nie mieści w głowie, żeby tak potraktować matkę. Bez pogrzebu, bez księdza, udawać, że żyje... - kręci głową Zofia Nowak z parteru.
71-letnia Krystyna mieszkała na pierwszym piętrze z 42-letnim synem Markiem. Żyli z jej emerytury, bo on, chory na padaczkę nigdzie nie pracował. Dodatkowo kobieta zbierała złom po okolicznych śmietnikach, a Marek sprzedawał go w składnicach. - Biedni byli, na telewizję przychodzili do mnie, bo nie mieli własnego odbiornika - wspomina Nowak.
W lipcu 2008 r. Krystyna pojechała do centrum Gliwic na zakupy i zapomniała gdzie mieszka. Na błąkająca się po rynku kobietę natknął się patrol straży miejskiej. Funkcjonariusze wsadzili ją do radiowozu i zaczęli wozić po Gliwicach. Kiedy Krystyna zobaczyła ogromnych gmach szkoły na Wróblewskiego, przypomniała sobie swój adres.
- Kiedy wchodziła po schodach, widziałam ją po raz ostatni - mówi sąsiadka z drugiego piętra. Prosi jednak o zachowanie anonimowości, bo boi się Marka.
Nikt nie wiedział, że chora na raka piersi Krystyna zmarłą kilka dni po powrocie do domu. Przez prawie półtora roku jej syn wmawiał sąsiadom, że mama nie wychodzi, bo bolą ją nogi, przeziębiła się, albo jest zbyt zmęczona. - Był takim aktorem, że za każdym razem, jak wychodził z domu, to zatrzymywał się pod oknem mieszkania i machał ręką. Byłam pewna, że do Krysi - mówi pani Nowak.
A kiedy do bloku przy Wróblewskiego przychodził listonosz z emeryturą, drzwi otwierał mu Marek. Jemu z kolei powiadał, że matka poszła na zakupy, jest u lekarza, albo wyjechała do sanatorium.
- Latem coś mi śmierdziało i nawet myślałam, że może Krysia umarła i się rozkładała. Marek wmówił mi jednak, że kupił na wyprzedaży tanią farbę, wymalował nią parapety i stąd ten dziwny zapach - mówi sąsiadka z drugiego piętra.
W końcu na początku grudnia zaniepokojeni sąsiedzi zawiadomili jednak policję, że od dawna nie widzieli Krystyny. Kobieta trafiła na listę zaginionych.
- Dzielnicowy kilka razy odwiedził jej mieszkanie, ale nikt mu nie otworzył drzwi - mówi komisarz Marek Słomski, rzecznik prasowy komendy miejskiej w Gliwicach. Oficerowie z sekcji kryminalnej objęli więc blok przy Wróblewskiego dyskretna obserwacją i w czwartek zatrzymali syna zaginionej kobiety. Jej zmumifikowane, leżące na tapczanie ciało znaleziono w pokoju. Zwłoki się nie rozłożyły, bo Marek zakleił drzwi oraz okna pianką budowlaną. - Wszystko wskazuje na to, że kobieta zmarła z przyczyn naturalnych, pewność będziemy jednak mieli po sekcji zwłok - mówi kom. Słomski.
Podczas przesłuchania Marek powiedział, że mama nie żyje od sierpnia 2008, a jej zgon ukrył, żeby pobierać jej emeryturę. Sam mieszkał w kuchni, a za pieniądze matki wyremontował łazienkę. Dzisiaj prokuratura złoży wniosek o jego aresztowanie. W przyszłym tygodniu służby sanitarne będą dezynfekowały pokój, w którym przechowywał zwłoki.
71-letnia Krystyna mieszkała na pierwszym piętrze z 42-letnim synem Markiem. Żyli z jej emerytury, bo on, chory na padaczkę nigdzie nie pracował. Dodatkowo kobieta zbierała złom po okolicznych śmietnikach, a Marek sprzedawał go w składnicach. - Biedni byli, na telewizję przychodzili do mnie, bo nie mieli własnego odbiornika - wspomina Nowak.
W lipcu 2008 r. Krystyna pojechała do centrum Gliwic na zakupy i zapomniała gdzie mieszka. Na błąkająca się po rynku kobietę natknął się patrol straży miejskiej. Funkcjonariusze wsadzili ją do radiowozu i zaczęli wozić po Gliwicach. Kiedy Krystyna zobaczyła ogromnych gmach szkoły na Wróblewskiego, przypomniała sobie swój adres.
- Kiedy wchodziła po schodach, widziałam ją po raz ostatni - mówi sąsiadka z drugiego piętra. Prosi jednak o zachowanie anonimowości, bo boi się Marka.
Nikt nie wiedział, że chora na raka piersi Krystyna zmarłą kilka dni po powrocie do domu. Przez prawie półtora roku jej syn wmawiał sąsiadom, że mama nie wychodzi, bo bolą ją nogi, przeziębiła się, albo jest zbyt zmęczona. - Był takim aktorem, że za każdym razem, jak wychodził z domu, to zatrzymywał się pod oknem mieszkania i machał ręką. Byłam pewna, że do Krysi - mówi pani Nowak.
A kiedy do bloku przy Wróblewskiego przychodził listonosz z emeryturą, drzwi otwierał mu Marek. Jemu z kolei powiadał, że matka poszła na zakupy, jest u lekarza, albo wyjechała do sanatorium.
- Latem coś mi śmierdziało i nawet myślałam, że może Krysia umarła i się rozkładała. Marek wmówił mi jednak, że kupił na wyprzedaży tanią farbę, wymalował nią parapety i stąd ten dziwny zapach - mówi sąsiadka z drugiego piętra.
W końcu na początku grudnia zaniepokojeni sąsiedzi zawiadomili jednak policję, że od dawna nie widzieli Krystyny. Kobieta trafiła na listę zaginionych.
- Dzielnicowy kilka razy odwiedził jej mieszkanie, ale nikt mu nie otworzył drzwi - mówi komisarz Marek Słomski, rzecznik prasowy komendy miejskiej w Gliwicach. Oficerowie z sekcji kryminalnej objęli więc blok przy Wróblewskiego dyskretna obserwacją i w czwartek zatrzymali syna zaginionej kobiety. Jej zmumifikowane, leżące na tapczanie ciało znaleziono w pokoju. Zwłoki się nie rozłożyły, bo Marek zakleił drzwi oraz okna pianką budowlaną. - Wszystko wskazuje na to, że kobieta zmarła z przyczyn naturalnych, pewność będziemy jednak mieli po sekcji zwłok - mówi kom. Słomski.
Podczas przesłuchania Marek powiedział, że mama nie żyje od sierpnia 2008, a jej zgon ukrył, żeby pobierać jej emeryturę. Sam mieszkał w kuchni, a za pieniądze matki wyremontował łazienkę. Dzisiaj prokuratura złoży wniosek o jego aresztowanie. W przyszłym tygodniu służby sanitarne będą dezynfekowały pokój, w którym przechowywał zwłoki.
Jego zakatowali, ją pogrzebali żywcem. Dostali dożywocie
- 46 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
5 głosów
-
Zamurował zmarłą matkę. Mieszkał z nią półtora ...
loppe
08.01.10, 13:01
Epoka miłości»
-
Pochówek po Polsku
zanetka-leta
08.01.10, 16:43
Na Slasku babka w scianie,w Łodzi dzieci w beczkach... ciekawe jakie metodyinnowacyjne w temacje pochowku stosuja inne rejony kraju?Smutne to ale jednak prawdziwe»
-
Zamurował matkę w pokoju i półtora roku brał em...
fidel47
09.03.10, 15:22
To co w koncu zrobil?Zamurowal czy zapiankowal.»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


