Policjant założył gang, który wyłudzał odszkodowania
2010-01-01
, aktualizacja: 01.01.2010 18:26
Skandal w policji! Podoficer drogówki założył gang, który organizował fikcyjne kolizje i wyłudził od firm ubezpieczeniowych 600 tys. zł. - W aferę zamieszanych jest 41 osób, w tym sześciu policjantów - twierdzi prokuratura.
ZOBACZ TAKŻE
- Policja rozbiła gang. Łupy ukrywali w... dziupli drzewa (23-05-10, 21:52)
- Policjanci modlą się o ucieczkę z centrum Katowic (30-03-10, 13:01)
- Oddali Allianz do sądu za porysowane kluczyki i wygrali (21-02-10, 21:00)
- Urzędnik bardzo chciał sprzedać ziemię bez przetargu (07-01-10, 23:22)
- Zdjęcia złodziei w sieci pomogły zdobyć ich nazwiska (05-01-10, 21:00)
- Zdjęcia złodziei w internecie. Będzie za to kara? (04-01-10, 21:27)
- Uczciwy biesiadnik zepsuł zabawę sylwestrową (03-01-10, 19:41)
- Dyrektorzy szpitali wzięli 3 miliony złotych łapówek? (01-01-10, 20:21)
- Gangster za 15 tysięcy zł załatwił sobie ułaskawienie (29-12-09, 19:34)
- Dyrektor kopalni rozdawał węgiel kościołom i klubom (29-12-09, 16:30)
- Osiemnastolatek znieważył policjantów, a ci go pobili? (15-12-09, 20:19)
- Z baru w komendzie skradziono 50 tys. zł. Tylko! (11-12-09, 22:00)
- Są podejrzani o udział w zorganizowanej grupie przestępczej, poświadczenie nieprawdy w dokumentach, oszustwa ubezpieczeniowe, przekroczenie uprawnień, składanie fałszywych zeznań oraz korupcję - wylicza prokurator Mariusz Łączny z biura prasowego Prokuratury Okręgowej w Katowicach, która zakończyła śledztwo w tej sprawie.
Gang miał założyć sierżant Zbigniew Ż. z sekcji ruchu drogowego komendy w Tychach. Według prokuratury z własnej kieszeni wyłożył kilkadziesiąt tysięcy, za które pracujący dla niego "żołnierze" kupili używane samochody. Zarejestrowano je na podstawione osoby, które za "wypożyczenie" nazwisk otrzymywały po 500 zł. Następnie oszuści ubezpieczali auta, demontowali w nich zderzaki, maski lub drzwi i zakładali uszkodzone części znalezione na złomowiskach. Potem ustawiali wozy na drodze i zgłaszali kolizję. Robili to głównie wtedy, kiedy służbę pełnił Zbigniew Ż. lub jego skorumpowani koledzy.
Funkcjonariusze przyjeżdżali na miejsce, spisywali fikcyjne protokoły dotyczące przebiegu wypadków, wymyślali też zeznania świadków. W kilku przypadkach sporządzili dokumenty, wpisując dane aut, których nie widzieli na oczy. Według śledczych sierżant zainscenizował co najmniej 43 kolizje i wyłudził od firm ubezpieczeniowych ponad 600 tys. zł. Policjant dzielił się zyskami z "żołnierzami", opłacał też diagnostę, który dopuszczał do ruchu auta wykorzystywane do inscenizacji. Kiedy oszuści nie chcieli już z nich korzystać, zgłaszali ich fikcyjną kradzież. Zbigniew Ż. pilnował potem, aby koledzy z sekcji kryminalnej nie natrafili na ślad złodziei i umorzyli sprawę.
Proces kierującego gangiem sierżanta już się rozpoczął. Teraz na ławie oskarżonych zasiądą kierowcy, którzy uczestniczyli w organizowanych przez niego fikcyjnych kolizjach oraz sześciu skorumpowanych policjantów z Bierunia i Tychów. - Brali od kierowców pieniądze lub alkohol - mówi prokurator Łączny.
Czy oskarżeni funkcjonariusze pracują jeszcze w policji? Nie wiadomo. - W tej sprawie nie udzielamy żadnych informacji - stwierdził aspirant Jakub Juszczak, rzecznik prasowy komendy powiatowej w Bieruniu.
Na trop założonego przez policjanta gangu prokuratura wpadła, podsłuchując rozmowy osób podejrzewanych o kradzieże samochodów. Okazało się, że przestępcy są w stałym kontakcie z sierżantem Zbigniewem Ż. i innymi policjantami z drogówki. Wtedy w sprawę włączyło się Biuro Spraw Wewnętrznych, którego oficerowie zatrzymali wszystkich zamieszanych w aferę stróżów prawa.
To już drugi przypadek w historii śląskiej policji, kiedy funkcjonariusza oskarżono o kierowanie grupą przestępczą. Pierwszym był Sławomir Z., ps. "Padrino", naczelnik sekcji zwalczającej gangi samochodowe w Bielsku-Białej.
Gang miał założyć sierżant Zbigniew Ż. z sekcji ruchu drogowego komendy w Tychach. Według prokuratury z własnej kieszeni wyłożył kilkadziesiąt tysięcy, za które pracujący dla niego "żołnierze" kupili używane samochody. Zarejestrowano je na podstawione osoby, które za "wypożyczenie" nazwisk otrzymywały po 500 zł. Następnie oszuści ubezpieczali auta, demontowali w nich zderzaki, maski lub drzwi i zakładali uszkodzone części znalezione na złomowiskach. Potem ustawiali wozy na drodze i zgłaszali kolizję. Robili to głównie wtedy, kiedy służbę pełnił Zbigniew Ż. lub jego skorumpowani koledzy.
Funkcjonariusze przyjeżdżali na miejsce, spisywali fikcyjne protokoły dotyczące przebiegu wypadków, wymyślali też zeznania świadków. W kilku przypadkach sporządzili dokumenty, wpisując dane aut, których nie widzieli na oczy. Według śledczych sierżant zainscenizował co najmniej 43 kolizje i wyłudził od firm ubezpieczeniowych ponad 600 tys. zł. Policjant dzielił się zyskami z "żołnierzami", opłacał też diagnostę, który dopuszczał do ruchu auta wykorzystywane do inscenizacji. Kiedy oszuści nie chcieli już z nich korzystać, zgłaszali ich fikcyjną kradzież. Zbigniew Ż. pilnował potem, aby koledzy z sekcji kryminalnej nie natrafili na ślad złodziei i umorzyli sprawę.
Proces kierującego gangiem sierżanta już się rozpoczął. Teraz na ławie oskarżonych zasiądą kierowcy, którzy uczestniczyli w organizowanych przez niego fikcyjnych kolizjach oraz sześciu skorumpowanych policjantów z Bierunia i Tychów. - Brali od kierowców pieniądze lub alkohol - mówi prokurator Łączny.
Czy oskarżeni funkcjonariusze pracują jeszcze w policji? Nie wiadomo. - W tej sprawie nie udzielamy żadnych informacji - stwierdził aspirant Jakub Juszczak, rzecznik prasowy komendy powiatowej w Bieruniu.
Na trop założonego przez policjanta gangu prokuratura wpadła, podsłuchując rozmowy osób podejrzewanych o kradzieże samochodów. Okazało się, że przestępcy są w stałym kontakcie z sierżantem Zbigniewem Ż. i innymi policjantami z drogówki. Wtedy w sprawę włączyło się Biuro Spraw Wewnętrznych, którego oficerowie zatrzymali wszystkich zamieszanych w aferę stróżów prawa.
To już drugi przypadek w historii śląskiej policji, kiedy funkcjonariusza oskarżono o kierowanie grupą przestępczą. Pierwszym był Sławomir Z., ps. "Padrino", naczelnik sekcji zwalczającej gangi samochodowe w Bielsku-Białej.
Przeczytaj: Komandos ujawnił nieprawidłowości w komendzie, więc był za to "gnojony"
- 19 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
9 głosów
-
Policjant założył gang, który wyłudzał odszkodo...
vito3
02.01.10, 15:09
jak zwykle gdzie powazne przestepstwo tam policjanci,wyroki mozna przewidziec w zawieszeniu i emerytura na koszt jeleni tfu pszepraszam spoleczenstwa»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

