Oczernij gliniarza. I możesz spać spokojnie
2009-08-27
, aktualizacja: 27.08.2009 13:39
Jak przestępca może złamać karierę policjanta? Wystarczy, że zezna, iż bierze on łapówki i kradnie pieniądze. Nawet jak sąd uniewinni funkcjonariusza, bandzior i tak pozostanie bezkarny. - Państwo słono mi za to zapłaci - zapowiada były oficer, który padł ofiarą takiej intrygi.
ZOBACZ TAKŻE
- Prokuratura nie płaci za areszt uniewinnionego oficera (25-08-10, 22:27)
- Policjant przerwał milczenie i stracił stanowisko (12-03-10, 21:21)
- Policjanci mogą już legalnie nosić broń po służbie (10-03-10, 14:15)
- Policjant po służbie ma mieć broń, ale nielegalnie (09-03-10, 22:27)
- Policja przekłada kasę z kieszeni do kieszeni (09-10-09, 13:16)
- Jak miasto nie kupi, to policja nie ma (05-10-09, 07:34)
- Nagrał komórką, jak korumpuje policjantów (27-08-09, 20:13)
- Mężczyzna znalazł na przystanku noworodka (25-08-09, 11:53)
- Gangster wpadł przez Naszą-klasę. Po 12 latach (20-08-09, 09:58)
- Rozkopał grób i zaatakował policjantów siekierą (19-08-09, 14:06)
- Ciemne audi postrachem śląskich bankowców (19-08-09, 12:11)
- Policjant wyniósł mężczyznę z płonącego domu (16-08-09, 21:27)
- Chciał u policjantów kupić wolność za 200 zł (07-08-09, 20:48)
Nadkomisarz Artur Ostręga, emerytowany oficer z Mysłowic, jest pierwszym z funkcjonariuszy w regionie, który pozwał skarb państwa o odszkodowanie za uknutą przez przestępców intrygę. Jej ofiarą padł on oraz trzej podlegli mu funkcjonariusze. Na podstawie spreparowanych zeznań zatrzymano ich na oczach sąsiadów, aresztowano i dyscyplinarnie zwolniono z pracy. Ostręga chce teraz za to 150 tys. zł odszkodowania.
- Złamano nam życie, bo w naszej branży zarzut korupcji przykleja się do człowieka jak gówno do butów. Nawet po uniewinnieniu nic już nie jest takie samo - mówi Ostręga.
Przez kilkanaście lat nadkomisarz zajmował się tropieniem przestępczości gospodarczej w Mysłowicach. W 2001 r. jego koledzy z komendy wojewódzkiej zatrzymali na giełdzie samochodowej czterech wielokrotnie notowanych handlarzy pirackimi płytami. Ci w zamian za umorzenie ich sprawy zeznali, że Ostręga i jego ludzie za łapówki informowali o planowanych akcjach policji. Jeden dodał nawet, że nadkomisarz podczas rewizji ukradł mu pieniądze. To wystarczyło. Ostręga i trzej inni policjanci zostali aresztowani. Za kratami spędzili dziewięć miesięcy.
Po trwającym kilka lat procesie funkcjonariusze zostali oczyszczeni z wszystkich zarzutów. Nie pomogła nawet prokuratorska kasacja złożona w Sądzie Najwyższym. Sędziowie uznali, że zgromadzone przeciwko policjantom dowody nie mają żadnej wartości. Wytknęli śledczym, że nie skorzystali z podsłuchów, a nawet obserwacji. Dodatkowo w trakcie procesu okazało się, że handlarze w dużej części wycofali swoje zeznania. Jeden z nich przyznał nawet przed sądem, że odnalazł pieniądze, które miał mu ukraść Ostręga, ale zapomniał to zgłosić w prokuraturze.
Nadkomisarz (jako jedyny nie wrócił do służby, bo podczas pobytu w areszcie wykryto u niego raka) liczył, że prokuratura pociągnie do odpowiedzialności karnej pomawiających policjantów handlarzy. Na wszczęcie śledztwa dotyczącego zawiadomienia o niepopełnionych przestępstwach i składania fałszywych zeznań czekał rok. Bezskutecznie.
- Zastanawialiśmy się nad wszczęciem takiego postępowania, ale uznaliśmy, że handlarze nie wycofali swoich zeznań w sposób kategoryczny i ewidentny - mówi prokurator Mirosław Miszuda, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Sosnowcu, która oskarżyła policjantów o korupcję. - A z tego, co pamiętam, kwestia odnalezionych pieniędzy dotyczyła jakiejś drobnej kwoty - dodaje.
Ostręga sam złożył więc zawiadomienie na handlarzy. Nie przedstawiono im jednak zarzutów, a śledztwo zostało umorzone.
- Nikt nie chce zająć się sprawą, bo cuchnie jak trup w szafie. W tej sytuacji państwo będzie mi jednak musiało zapłacić za złamanie kariery - zapowiada Ostręga.
Policyjni związkowcy, którzy organizowali pomoc prawną dla aresztowanych funkcjonariuszy z Mysłowic, są zszokowani bezczynnością prokuratury. - Ta historia to dowód na to, że gliniarzy tak naprawdę nic i nikt nie chroni - mówi Roman Wierzbicki, przewodniczący zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów w Katowicach. Jego zdaniem śledczy nie chcieli się zająć sprawą, bo musieliby zacząć zadawać niewygodne pytania, kto i dlaczego nakłonił handlarzy do zeznań. Trop mógłby prowadzić do komendy wojewódzkiej. - Mówi się, że Temida jest ślepa, ale w tym wypadku ktoś celowo wydłubał jej oczy, aby nie widziała problemu - mówi Wierzbicki.
Ostręga: - We mnie nie ma już złości, ale został ogromny żal, że tak nas potraktowano.
- Złamano nam życie, bo w naszej branży zarzut korupcji przykleja się do człowieka jak gówno do butów. Nawet po uniewinnieniu nic już nie jest takie samo - mówi Ostręga.
Przez kilkanaście lat nadkomisarz zajmował się tropieniem przestępczości gospodarczej w Mysłowicach. W 2001 r. jego koledzy z komendy wojewódzkiej zatrzymali na giełdzie samochodowej czterech wielokrotnie notowanych handlarzy pirackimi płytami. Ci w zamian za umorzenie ich sprawy zeznali, że Ostręga i jego ludzie za łapówki informowali o planowanych akcjach policji. Jeden dodał nawet, że nadkomisarz podczas rewizji ukradł mu pieniądze. To wystarczyło. Ostręga i trzej inni policjanci zostali aresztowani. Za kratami spędzili dziewięć miesięcy.
Po trwającym kilka lat procesie funkcjonariusze zostali oczyszczeni z wszystkich zarzutów. Nie pomogła nawet prokuratorska kasacja złożona w Sądzie Najwyższym. Sędziowie uznali, że zgromadzone przeciwko policjantom dowody nie mają żadnej wartości. Wytknęli śledczym, że nie skorzystali z podsłuchów, a nawet obserwacji. Dodatkowo w trakcie procesu okazało się, że handlarze w dużej części wycofali swoje zeznania. Jeden z nich przyznał nawet przed sądem, że odnalazł pieniądze, które miał mu ukraść Ostręga, ale zapomniał to zgłosić w prokuraturze.
Nadkomisarz (jako jedyny nie wrócił do służby, bo podczas pobytu w areszcie wykryto u niego raka) liczył, że prokuratura pociągnie do odpowiedzialności karnej pomawiających policjantów handlarzy. Na wszczęcie śledztwa dotyczącego zawiadomienia o niepopełnionych przestępstwach i składania fałszywych zeznań czekał rok. Bezskutecznie.
- Zastanawialiśmy się nad wszczęciem takiego postępowania, ale uznaliśmy, że handlarze nie wycofali swoich zeznań w sposób kategoryczny i ewidentny - mówi prokurator Mirosław Miszuda, zastępca szefa Prokuratury Rejonowej w Sosnowcu, która oskarżyła policjantów o korupcję. - A z tego, co pamiętam, kwestia odnalezionych pieniędzy dotyczyła jakiejś drobnej kwoty - dodaje.
Ostręga sam złożył więc zawiadomienie na handlarzy. Nie przedstawiono im jednak zarzutów, a śledztwo zostało umorzone.
- Nikt nie chce zająć się sprawą, bo cuchnie jak trup w szafie. W tej sytuacji państwo będzie mi jednak musiało zapłacić za złamanie kariery - zapowiada Ostręga.
Policyjni związkowcy, którzy organizowali pomoc prawną dla aresztowanych funkcjonariuszy z Mysłowic, są zszokowani bezczynnością prokuratury. - Ta historia to dowód na to, że gliniarzy tak naprawdę nic i nikt nie chroni - mówi Roman Wierzbicki, przewodniczący zarządu wojewódzkiego NSZZ Policjantów w Katowicach. Jego zdaniem śledczy nie chcieli się zająć sprawą, bo musieliby zacząć zadawać niewygodne pytania, kto i dlaczego nakłonił handlarzy do zeznań. Trop mógłby prowadzić do komendy wojewódzkiej. - Mówi się, że Temida jest ślepa, ale w tym wypadku ktoś celowo wydłubał jej oczy, aby nie widziała problemu - mówi Wierzbicki.
Ostręga: - We mnie nie ma już złości, ale został ogromny żal, że tak nas potraktowano.
Przeczytaj: Policjant interweniował i dostał po twarzy
- 17 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
17 głosów
-
Oczernij gliniarza. I możesz spać spokojnie
tabaka1
27.08.09, 16:58
To jeszcze nie przewietrzono sosnowieckiej prokuratury? To wciąż dobre miejsce do robienia błyskotliwej kariery. Wystarczy napisac kilka oskarżeń, nawet bez sprawdzenia ich wiarygodności i »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


