Mięso sprzed roku czyli strach jeść w Beskidach

Ewa Furtak
2009-08-20 , aktualizacja: 20.08.2009 12:03
A A A Drukuj
Zbigniew Śliwiński, właściciel zajazdu Horolna oraz hotelu Cis w Przybędzy i działacz Beskidzkiej Izby Turystyki: - Ja mam wdrożony system HACCP, więc wszystko jest pod bardzo ścisłą kontrolą. Fot. Dawid Chalimoniuk / AG Zbigniew Śliwiński, właściciel zajazdu Horolna oraz hotelu Cis w Przybędzy i działacz Beskidzkiej Izby Turystyki: - Ja mam wdrożony system HACCP, więc wszystko jest pod bardzo ścisłą kontrolą.
Co można znaleźć w lodówkach beskidzkich restauracji i barów? Na przykład mięso, którego termin przydatności do spożycia minął przed rokiem. Albo lody trzymane razem z hamburgerami.
GALERIA ZDJĘĆ
Wojewódzki Inspektorat Inspekcji Handlowej w Katowicach skontrolował sześć barów i restauracji w Szczyrku, Wiśle i Ustroniu. Wybrano lokale działające tam, gdzie jest najwięcej turystów. - To oczywiście nie koniec kontroli. Jednak ze względu na bardzo złe wyniki, które zdumiały nawet inspektorów, zdecydowaliśmy się na podanie ich do publicznej wiadomości już teraz, żeby konsumenci zwracali uwagę, gdzie i co jedzą - mówi Katarzyna Kielar, rzecznik prasowy katowickiego inspektoratu.

A jest źle. Gorzej, niż w zeszłym roku. W jednym ze skontrolowanych lokali na 16 sprawdzonych partii mięsa aż 15 było przeterminowanych. Niektóre nawet o rok! Inne produkty też nie należały do najświeższych. Termin przydatności do spożycia niektórych minął... ponad dwa lata temu.

Inspektorzy zakwestionowali także jakość oferowanych potraw oraz sposób przechowywania produktów potrzebnych do ich przyrządzenia. - Nie wolno trzymać lodów z mięsem na hamburgery, bo to przecież wpływa na ich smak i zapach. A taka sytuacja miała miejsce - mówi Kielar.

Nie można też trzymać kurczaka z mrożoną rybą albo kaszanki z grzybami, a to także się zdarzało. Inspektorzy znaleźli również w jednym z lokali dwie zamrożone partie kaszanki, podczas gdy producent zaleca przechowywanie jej w temperaturze od 2 do 10 stopni C.

Okazuje się, że w skontrolowanych lokalach klienci byli oszukiwani, np. przy zamawianiu drinków. Zamiast 100 ml deklarowanej w karcie wódki dostawali w drinkach mniej o 11, 14, 18, a nawet 25 ml alkoholu. Podobnie było z jedzeniem. I tak porcja pstrąga, która miała ważyć 200 gram, w rzeczywistości ważyła zaledwie 54, a porcje frytek ważyły 48, 46 i 38 gram zamiast 150. - W niektórych przypadkach w menu w ogóle nie było informacji, ile waży potrawa, więc klienci nawet nie wiedzieli, za jaką porcję płacą - mówi Kielar.

To nie wszystko. Bo np. "Pstrąg z potoku" okazał się wypatroszonym i zamrożonym pstrągiem hodowlanym, a nie świeżo złowioną rybą, jak sugerowała nazwa. A klientów nie wolno w taki sposób wprowadzać w błąd.

Pierwsze zostały skontrolowane dwa lokale w Wiśle. Potem kontrolę powtórzono i okazało się, że uchybienia zostały poprawione. Jednak, co się stało, to się nie odstanie: już się rozniosła wieść, że w beskidzkich kurortach trzeba uważać na jedzenie.

- Garstka osób, niestety, zepsuła nam dobrą opinię - martwi się Andrzej Molin, burmistrz Wisły. Dodaje, że magistrat nie ma możliwości przeprowadzania tego typu kontroli. - Dlatego bardzo dobrze, że zajmują się tym inspektorzy handlowi. Szkoda, że nie są podawane do publicznej informacji nazwy nierzetelnych lokali. Sam chętnie umieściłbym je na naszej stronie internetowej - mówi.

Paweł Brągiel, przewodniczący Stowarzyszenia Promocji Miasta Wisły oraz doradca ds. promocji i turystyki nie rozumie podejścia inspekcji handlowej: - Nie podoba mi się sposób przekazania tej informacji. Były istotne uchybienia w kilku miejscach, ale nie można takiej opinii rozciągać na prawie 60 lokali gastronomicznych w Wiśle! O jakości naszych restauracji świadczą choćby weekendowe przyjazdy na rodzinne obiady. Bardzo łatwo zburzyć dobry wizerunek, a odbudować trudno.

Inspektorzy nałożyli na restauratorów cztery mandaty (po kilkaset złotych), skierowali też cztery sprawy do sądu. Zbigniew Śliwiński, właściciel zajazdu Horolna oraz hotelu Cis w Przybędzy i działacz Beskidzkiej Izby Turystyki mówi, że póki za takie rzeczy nie będą groziły naprawdę duże kary, sytuacje będą się powtarzać. - Chociaż w tym przypadku nie przypuszczam, żeby ktoś np. celowo trzymał nieświeże mięso w lodówce i miał zamiar podać je klientom. Podejrzewam, że po prostu o nim zapomnieli. Ja mam wdrożony system HACCP, więc wszystko jest pod bardzo ścisłą kontrolą - dodaje.

Polecamy: Dlaczego warto tu przyjechać? Zobacz alfabet Beskidów



Podziel się

  • 119 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    50 głosów

  • Mięso sprzed roku czyli strach jeść w Beskidach wyksztalciuch2 20.08.09, 12:59

    Chcę się tylko zapytać, czy były jakieś zatrucia w tych lokalach?Czy to tylko zadyma :sobie śpiewam a muzom?No, bo żeby gazeta o tym pisała?A to dopiero przestępstwo.Na pewno lepiej dla »

  • no to w Beskidach się już nie pojawię gronostaj8 20.08.09, 13:37

    albo będę jadł jak wegetarianin ;)»

  • Sprawdzić knajpy na Ślunsku amg53 24.08.09, 06:35

    urzednicy z Sanepidu w katowicach widać urlopują się i weekendują na ogródkach działkowych przy hałdach.Czekam z niecierpliwością na wyniki podobnej akcji sprawdzającej żarcie w knajpach na »