Złodziej zastrasza osobę, której skradł numer

Anna Malinowska
2009-06-23 , aktualizacja: 23.06.2009 14:51
A A A Drukuj
Właściciel pechowego złotego numeru Grzegorz Smok Fot. Przemek Jendroska / AG Właściciel pechowego złotego numeru Grzegorz Smok
Grzegorz Smok z Będzina, któremu ukradziono atrakcyjny numer komórki, jest zastraszany przez złodzieja. "Oddaj numer, bo inaczej łeb ci urwę" - zadzwonił do niego jakiś mężczyzna.
Kilka dni temu opisaliśmy kłopoty Smoka, który trzy lata temu kupił złoty numer w sieci Orange. Komórka na kartę o numerze 500 504 504 była systematycznie doładowywana. Kilka tygodni temu telefon zamilkł. Z innej komórki właściciel zadzwonił na 500 504 504, by sprawdzić jaki będzie sygnał. Ku jego zdziwieniu w słuchawce odezwał się męski głos. Kiedy Smok zapytał, co to ma znaczyć, telefon wyłączył się. Później ktoś mu przysłał SMS z propozycją sprzedaży tego numeru za 5 tys. zł. Oferował też inne atrakcyjne numery telefonów.

Pan Grzegorz zgłosił sprawę na policji i w sieci Orange. Przeglądając strony internetowe, zorientował się też, że złote numery mogą być intratnym źródłem dochodu. Niektóre licytacje dochodzą nawet do kilkunastu tysięcy złotych. - Ale czas mijał, każdego dnia wydzwaniałem do Orange, z policji też nie miałem żadnych wiadomości - mówi.

Wyjaśnianie sprawy nabrało tempa dopiero po naszym tekście. Orange skierował numer do właściwego abonenta i wyjaśnił, w jaki sposób doszło do kradzieży: Smok miał telefon na kartę i nie był zarejestrowany. Wystarczyło, że ktoś o tym wiedział. Wszedł na stronę internetową Orange i wypełnił formularz rejestracyjny, wpisując jako numer telefonu 500 504 504. Mógł też iść do salonu i zgłosić zaginięcie telefonu z takim numerem. W taki sposób ktoś, kto znał numer Smoka, dokonał pod koniec maja zakupu duplikatu karty SIM dla numeru 500 504 504. Zlecenie wymiany karty spowodowało automatyczne odcięcie komórki Smoka. Pracownicy Orange przyznali, że za kradzieżą numeru Smoka stoją najprawdopodobniej ludzie, którzy kiedyś z telefonią współpracowali i mieli dostęp do bazy danych. Zapowiedzieli, że sprawę zgłoszą do prokuratury, a Smok dostanie rekompensatę.

- Dostałem pismo z wyjaśnieniami i 20 zł, które ma mi zostać doładowane do telefonu - mówił nam wczoraj pan Grzegorz, który, aby wyjaśnić tę sytuację, wydał więcej na telefony do Orange. Ale to nie postawa Orange budzi w nim niepokój. - Od kiedy wrócił do mnie numer, dostaję głuche telefony i SMS-y. Wszystkie związane z jakimś konkursem, który ma na siebie zarabiać. Jakby tego było mało, w piątek wieczorem odebrałem telefon. Męski głos oznajmił, że jak nie oddam numeru 500 504 504, to mi łeb urwie. Wszystko było okraszone niewybrednymi epitetami - martwi się Smok.

Od razu pojechał na dyżurkę Komendy Powiatowej Policji w Będzinie. Tłumaczył, że czuje się zastraszony, ale policjant kazał mu przyjść w poniedziałek, chociaż ciągle trwa mocno nagłaśniana akcja "dziesięć minut", w czasie których policjant ma się zająć petentem.

- Będziemy wyjaśniać, jak do tego doszło w odrębnym postępowaniu. Natomiast dochodzenie w sprawie numeru telefonu jest prowadzone. Na obecnym etapie, ze względu na dobro sprawy, nie możemy ujawniać szczegółów - mówi Michał Łukasik, zastępca komendanta policji w Będzinie.

Komendant zapowiedział, że doprowadzi jak najszybciej do spisania nowych zeznań Smoka.

Polecamy: Miał mieć raka, więc prezydent go ułaskawił



Podziel się

  • 41 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    10 głosów