Rano Bernadetta zaczęła się drapać i gorączkowała. Na ręce i nodze znalazła ślady ukąszeń. Czerwone, obrzmiałe plamy miały dwa centymetry średnicy i krwawiły. - Pojechaliśmy do lekarza, bo żona jest w ciąży. Baliśmy się - mówi Robert. Wiedział, co ugryzło żonę. Ma do czynienia z obrzeżkami od trzech lat.
Mrozkowie mieszkają w Zabrzu, w oficynie kamienicy 301 przy ul. Wolności, czyli w samym centrum. - Robaki przeniosły się już do budynku od ulicy - mówi Ferdynand Reiss, który prowadzi tu sklep.
Obrzeżek to rodzaj kleszcza. Pasożytuje na gołębiach. Pełno więc ich na strychach, poddaszach i tam, gdzie gniazdują ich żywiciele. Na podwórku Mrozków gołębie były od zawsze, dokarmiane przez mieszkańców i obcych. - Głównie starsze panie, dla których gołąb to stworzenie boże. Prosiliśmy, żeby tego nie robiły. Mówiły, że nie będą, a potem znajdowaliśmy pod oknami suchy chleb - opowiada Robert.
Pierwsze odkryte dla nauki siedlisko obrzeżka znajduje się w wieży Kościoła Mariackiego w Krakowie. Atakował hejnalistów. Gdy robakowi brakuje gołębi, przerzuca się na człowieka. Zwłaszcza wczesną wiosną i nie odpuszcza do końca jesieni.
Na Śląsku już kilka lat temu skarżyli się na niego mieszkańcy Katowic, Chorzowa, Siemianowic i Bytomia. 15 z nich poddało się badaniom medycznym. Okazało się, że obrzeżek jest groźniejszy niż kleszcz - prawdopodobnie nie przenosi boleriozy, ale powoduje reakcje alergiczne. Ma silnie toksyczną ślinę.
Dla Bernadetty z Zabrza kontakt z obrzeżkiem szczęśliwie skończył się świądem. Gdyby była na niego uczulona, spuchłaby jej cała ręka albo nawet połowa ciała. Miałaby zawroty głowy, wymioty, duszności, mogłaby zemdleć. W Sosnowcu od ukłuć obrzeżka zmarł 42-letni mężczyzna.
Trudno go wypatrzyć. Brązowawy, płaski, owalny robak wielkości łebka od pineski w dzień chowa się w szczelinach, pod tapetami, dywanami, parapetami, w bieliźnie, w pościeli. Na żer wychodzi w nocy. Potrafi ssać krew przez godzinę i ucieka do kryjówki.
Doraźnym sposobem jest wstawianie na noc nóg łóżka do misek z wodą. Robert kładł na podłodze dwie deseczki, obłożone smalcem jak kromki chleba. Znalazł taką metodę w internecie. Smalec topił obrzeżki, ale wciąż pojawiały się nowe.
Dlatego Mrozkowie napisali skargę do swojego zarządcy Domus, który zorganizował dezynsekcję. Wczoraj z mieszkań w oficynie przy Wolności na dwie doby wynieśli się wszyscy lokatorzy, sześć rodzin. Gdy wrócą, czeka ich wietrzenie i wielkie pranie. Zygmunt Franosz przez cztery godziny pylił w ich mieszkaniach i w całej kamienicy osobiście wyprodukowaną substancją chemiczną. - Śmierdzi, ale jest skuteczna. Rok temu usuwałem nią te robaki w Ligocie w Katowicach i nie ma ich do tej pory - mówi Franosz.
Czy obrzeżki zdążyły się przenieść na kamienice przy ul. Wolności, sąsiadujące z nr 301? Stanisław Błaszkiewicz, prezes Zarządu Budynków Mieszkalnych w Zabrzu obiecuje to sprawdzić. Pierwszy raz słyszy o robactwie roznoszonym przez gołębie, ale skarg na gołębie słucha od dawna.
Źródło: Gazeta Wyborcza Katowice