Mój szczerbaty górnik
16.12.2011
, aktualizacja: 15.12.2011 21:13
Masakra w kopalni Wujek - 30 lat później. - Prokuratorzy kazali nam wpisywać "egzekucję prawnie uznaną". Zbuntowaliśmy się, bo jaka tu "egzekucja prawnie uznana"?! Wpisywaliśmy "zabójstwo przez postrzał" - mówią lekarze, którzy dokonywali sekcji zwłok górników. Pierwszy raz publicznie opowiadają o tamtych zdarzeniach
ZOBACZ TAKŻE
- Po co nam najdroższa morska motorówka świata (17-12-11, 11:50)
- Prezydent o wolności pod kopalnią Wujek (17-12-11, 01:00)
- Krew górników utorowała drogę do wolności (17-12-11, 00:04)
- Wymazywanie. Wersja polska (16-12-11, 17:01)
- Pielęgniarki i lekarze pomagali ofiarom Wujka. Dziś upamiętnia to tablica (16-12-11, 16:24)
- Bohaterowie Wujka już nie żyją (16-12-11, 02:00)
- Lekarze o pacyfikacji Wujka: To było zabójstwo (16-12-11, 01:00)
- Dziewięciu z Wujka (16-12-11, 00:15)
- Lech Wałęsa pyta: Czy ofiara górników z "Wujka" miała sens? (01-12-11, 15:18)
- Kiszczak niewinny w sprawie pacyfikacji ''Wujka'' (26-04-11, 15:49)
GALERIA ZDJĘĆ
- Pacyfikacja kopalni Wujek [ARCHIWALNE ZDJĘCIA] (15-12-11, 22:40)
- 16 grudnia 1981, Kopalnia Wujek w Katowicach (30-11-01, 00:00)
SERWISY
W niedzielę 13 grudnia 1981 r. było mroźno. W południe żony górników z Wujka zaczęły gotować obiady, bo mimo że był stan wojenny, szychty mężów nikt nie odwołał. Górnik przed robotą musi się dobrze najeść.
W pracy dowiedzieli się, że Jan Ludwiczak, szef komisji zakładowej "Solidarności", został aresztowany. W poniedziałek kończyła się nocna zmiana, ale oni z kopalni nie wyszli. Rozpoczęli strajk i zażądali: uwolnić Ludwiczaka, odwołać stan wojenny, respektować Porozumienia Jastrzębskie.
We wtorek w nocy pod kopalnię zaczęły podjeżdżać oddziały ZOMO, wojska i czołgi.
Obok kopalni przejeżdżały autobusy miejskie z centrum Katowic do Centralnego Szpitala Klinicznego.
Umorusani górnicy stali przy płocie, a pasażerowie machali im z autobusów. Uśmiechnięci górnicy odmachiwali.
- 16 grudnia rano jechałam do pracy "dwunastką", przez szybę spojrzałam na jednego z górników. Spotkaliśmy się wzrokiem, pomachałam mu, odmachał i uśmiechnął się do mnie szeroko. Spostrzegłam, że jest szczerbaty, zapamiętałam jego twarz - wspomina dr Stanisława Kabiesz-Neniczka.
Rozkaz pacyfikacji dotarł do oddziałów pod Wujkiem 16 grudnia w południe. W blokach na osiedlu wyłączono prąd. Czołgi zrobiły wyłomy w murze kopalni, do środka wdarło się ZOMO. O godz. 12.30 ludzie na osiedlu usłyszeli strzały. Nikt nie widział, co się działo na miejscu, kopalnia została otoczona szczelnym kordonem. - Słychać było strzały, ale pomyślałam, że to tylko na postrach. Do głowy mi nie przyszło, że strzelają do ludzi - mówi lekarka.
Ktoś otworzył okna prosektorium
Zabitych przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej w Ligocie. - Rankiem 17 grudnia, idąc z przystanku do pracy, zauważyłem, że w budynku dawnego prosektorium są otwarte okna. Zdziwiłem się, kto w taki mróz otwiera okna? Jeszcze nie wiedziałem, że tam leżą górnicy - mówi Adam Korecki, technik sekcyjny.
Prof. Władysław Nasiłowski, kierownik Zakładu Medycyny Sądowej, jeden z założycieli uczelnianej "Solidarności", przed wejściem do zakładu zastał milicjantów i żołnierzy. Cały zakład był obstawiony. Przywitał go prokurator wojskowy i kazał niezwłocznie zrobić sekcje zwłok.
- Tego prokuratora znaliśmy wcześniej - mówi dr Krystian Rygol, specjalista medycyny sądowej. - Mieliśmy z nim dobre relacje. Ale jak przyszedł w mundurze, wszystko się zmieniło. Zrobiło się wrogo.
Ciała górników trzeba było przewieźć z dawnego prosektorium do nowego, w budynku zakładu. Jakieś 200 metrów. Wychodzili po nie parami: lekarz z laborantem. - Mieliśmy metalowe wózki na chyboczących się kółkach. Pchaliśmy je po śniegu i zamarzniętym lodzie - wspomina. - Nikt nas nie pilnował.
Korecki: - Ciała jednego czy dwóch górników leżały na katafalku. Reszta na ziemi pod ścianą. Ci, którzy otworzyli okna, nie znali się na rzeczy. Zwłoki muszą być przechowywane w zimnie, ale nigdy nie w temperaturze poniżej zera.
Ułożyli ciała na stołach sekcyjnych. - Mieliśmy zacząć sekcje niezwłocznie, ale nie umieliśmy się pozbierać. Patrzyłem na ich ciała i myślałem, że to zbrodnia. Profesor stał nad jednym z górników i płakał - wspomina dr Rygol. - Podzieliliśmy się pracą. Każdy lekarz dostał swojego górnika.
- Zarządziłem, żeby sekcje przeprowadzać ze szczególną starannością - pamięta prof. Nasiłowski. - Zawsze staramy się jak najlepiej, ale tym razem bałem się, że będą naciski, że dojdzie do jakichś machinacji. Wszystkie dokumenty sporządzaliśmy w wielu kopiach, jedne zostały w zakładzie, inne ukryliśmy.
Przewidywałem, że prokuratorzy wojskowi i esbecy będą chcieli przejąć zwłoki górników po sekcjach. Pospiesznie napisałem tekst oświadczenia, że zwłoki należy wydawać wyłącznie rodzinom. Podsunąłem to prokuratorowi. Podpisał.
Prokurator: Rozkaz niewykonalny
Dr Rygol: - Podczas sekcji od razu było widać, że nie były to strzały przypadkowe. Kule trafiały w głowy, klatki piersiowe.
- Spojrzałam na twarz górnika, któremu miałam robić sekcję. To był ten mój szczerbaty, który się do mnie jeszcze wczoraj uśmiechał - mówi dr Kabiesz-Neniczka. - Umówiliśmy się między sobą, że jeśli ktoś znajdzie w ciele górnika kulę, postara się ją zatrzymać. Większość ran była na przestrzał, ale akurat u "mojego" górnika był wlot, nie było wylotu. Znalazłam tę kulę, ale prokurator patrzył mi na ręce. Zabrał ją.
Prof. Nasiłowski: - W prosektorium ginęły dowody. Musieliśmy przy wojskowych rozbierać ciała. Zabrali nie tylko kulę, ich ubrania też. Szkoda, bo ten pocisk mógł być ważnym dowodem. Dzięki niemu można było ustalić, który z zomowców zabił, wystarczyło przeprowadzić badania balistyczne. Nie zrobiono tego.
W pracy dowiedzieli się, że Jan Ludwiczak, szef komisji zakładowej "Solidarności", został aresztowany. W poniedziałek kończyła się nocna zmiana, ale oni z kopalni nie wyszli. Rozpoczęli strajk i zażądali: uwolnić Ludwiczaka, odwołać stan wojenny, respektować Porozumienia Jastrzębskie.
We wtorek w nocy pod kopalnię zaczęły podjeżdżać oddziały ZOMO, wojska i czołgi.
Obok kopalni przejeżdżały autobusy miejskie z centrum Katowic do Centralnego Szpitala Klinicznego.
Umorusani górnicy stali przy płocie, a pasażerowie machali im z autobusów. Uśmiechnięci górnicy odmachiwali.
- 16 grudnia rano jechałam do pracy "dwunastką", przez szybę spojrzałam na jednego z górników. Spotkaliśmy się wzrokiem, pomachałam mu, odmachał i uśmiechnął się do mnie szeroko. Spostrzegłam, że jest szczerbaty, zapamiętałam jego twarz - wspomina dr Stanisława Kabiesz-Neniczka.
Rozkaz pacyfikacji dotarł do oddziałów pod Wujkiem 16 grudnia w południe. W blokach na osiedlu wyłączono prąd. Czołgi zrobiły wyłomy w murze kopalni, do środka wdarło się ZOMO. O godz. 12.30 ludzie na osiedlu usłyszeli strzały. Nikt nie widział, co się działo na miejscu, kopalnia została otoczona szczelnym kordonem. - Słychać było strzały, ale pomyślałam, że to tylko na postrach. Do głowy mi nie przyszło, że strzelają do ludzi - mówi lekarka.
Ktoś otworzył okna prosektorium
Zabitych przewieziono do Zakładu Medycyny Sądowej w Ligocie. - Rankiem 17 grudnia, idąc z przystanku do pracy, zauważyłem, że w budynku dawnego prosektorium są otwarte okna. Zdziwiłem się, kto w taki mróz otwiera okna? Jeszcze nie wiedziałem, że tam leżą górnicy - mówi Adam Korecki, technik sekcyjny.
Prof. Władysław Nasiłowski, kierownik Zakładu Medycyny Sądowej, jeden z założycieli uczelnianej "Solidarności", przed wejściem do zakładu zastał milicjantów i żołnierzy. Cały zakład był obstawiony. Przywitał go prokurator wojskowy i kazał niezwłocznie zrobić sekcje zwłok.
- Tego prokuratora znaliśmy wcześniej - mówi dr Krystian Rygol, specjalista medycyny sądowej. - Mieliśmy z nim dobre relacje. Ale jak przyszedł w mundurze, wszystko się zmieniło. Zrobiło się wrogo.
Ciała górników trzeba było przewieźć z dawnego prosektorium do nowego, w budynku zakładu. Jakieś 200 metrów. Wychodzili po nie parami: lekarz z laborantem. - Mieliśmy metalowe wózki na chyboczących się kółkach. Pchaliśmy je po śniegu i zamarzniętym lodzie - wspomina. - Nikt nas nie pilnował.
Korecki: - Ciała jednego czy dwóch górników leżały na katafalku. Reszta na ziemi pod ścianą. Ci, którzy otworzyli okna, nie znali się na rzeczy. Zwłoki muszą być przechowywane w zimnie, ale nigdy nie w temperaturze poniżej zera.
Ułożyli ciała na stołach sekcyjnych. - Mieliśmy zacząć sekcje niezwłocznie, ale nie umieliśmy się pozbierać. Patrzyłem na ich ciała i myślałem, że to zbrodnia. Profesor stał nad jednym z górników i płakał - wspomina dr Rygol. - Podzieliliśmy się pracą. Każdy lekarz dostał swojego górnika.
- Zarządziłem, żeby sekcje przeprowadzać ze szczególną starannością - pamięta prof. Nasiłowski. - Zawsze staramy się jak najlepiej, ale tym razem bałem się, że będą naciski, że dojdzie do jakichś machinacji. Wszystkie dokumenty sporządzaliśmy w wielu kopiach, jedne zostały w zakładzie, inne ukryliśmy.
Przewidywałem, że prokuratorzy wojskowi i esbecy będą chcieli przejąć zwłoki górników po sekcjach. Pospiesznie napisałem tekst oświadczenia, że zwłoki należy wydawać wyłącznie rodzinom. Podsunąłem to prokuratorowi. Podpisał.
Prokurator: Rozkaz niewykonalny
Dr Rygol: - Podczas sekcji od razu było widać, że nie były to strzały przypadkowe. Kule trafiały w głowy, klatki piersiowe.
- Spojrzałam na twarz górnika, któremu miałam robić sekcję. To był ten mój szczerbaty, który się do mnie jeszcze wczoraj uśmiechał - mówi dr Kabiesz-Neniczka. - Umówiliśmy się między sobą, że jeśli ktoś znajdzie w ciele górnika kulę, postara się ją zatrzymać. Większość ran była na przestrzał, ale akurat u "mojego" górnika był wlot, nie było wylotu. Znalazłam tę kulę, ale prokurator patrzył mi na ręce. Zabrał ją.
Prof. Nasiłowski: - W prosektorium ginęły dowody. Musieliśmy przy wojskowych rozbierać ciała. Zabrali nie tylko kulę, ich ubrania też. Szkoda, bo ten pocisk mógł być ważnym dowodem. Dzięki niemu można było ustalić, który z zomowców zabił, wystarczyło przeprowadzić badania balistyczne. Nie zrobiono tego.
1
2
następne »
- 30 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
28 głosów
-
Mój szczerbaty górnik
1zorro-bis
16.12.11, 07:32
a co jest z tymi prokuratorami? Moze dalej w Katowicach pracuja?»
-
Czy po 30 latach można snuć opowiadania rodem jak
sprawazlewa
16.12.11, 07:39
bajki " z mchu i paproci"? Przecież żyją ludzie, którzy to pamiętają, a to tego w tym czasie urodzili się nowi, którzy myślą.»
-
Mój szczerbaty górnik
xsawer
16.12.11, 08:05
Namnożyło się tylu bohaterów stanu wojennego, a ja bym chciał poznać tych, którzy w kopalni 'Wujek" uzbroili górników w łomy, pręty zaostrzone, kilofy i wyprowadzili ich na lufy karabinów. »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter





