Kogo jeszcze obchodzi Huta Uthemanna?

Anna Malinowska
2011-09-18 , aktualizacja: 19.09.2011 00:07
A A A Drukuj
Katowice. Dyskusja o przyszłości walcowni Huty Uthemanna Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta Katowice. Dyskusja o przyszłości walcowni Huty Uthemanna
Jaki los czeka Hutę Uthemanna, z której została już tylko walcownia? W sobotę w Szopienicach próbowano odpowiedzieć na to pytanie. Na spotkanie przyszli mieszkańcy, politycy, specjaliści. Zabrakło tylko... władz miasta.
Budynek dawnej walcowni w Szopienicach
Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Budynek dawnej walcowni w Szopienicach
Katowice. Dyskusja o przyszłości walcowni Huty Uthemanna
Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Katowice. Dyskusja o przyszłości walcowni Huty Uthemanna
Monika Paca, Jerzy Gorzelik i Tomasz Nawrocki podczas dyskusji o przyszłości walcowni Huty Uthemanna
Fot. Bartłomiej Barczyk/Agencja Gazeta
Monika Paca, Jerzy Gorzelik i Tomasz Nawrocki podczas dyskusji o przyszłości walcowni Huty Uthemanna
Hutę Cynku Uthemanna wybudowano na początku XX w. Zakład dawał pracę tysiącom robotników. - To był największy truciciel w okolicy, jednak trzeba pamiętać, że huta była żywicielką. Dzięki niej istniały Szopienice, ale też pobliski Nikiszowiec i Giszowiec. Produkcja cynku była impulsem do rozwoju miasta - podkreśla Adrian Juraszczyk, prezes Stowarzyszenia na rzecz Powstania Muzeum Hutnictwa Cynku.

Stowarzyszenie działa od siedmiu lat. Grupa pasjonatów, byłych pracowników huty, prowadzi w Szopienicach izbę pamięci. Gromadzą pamiątki, oprowadzają wycieczki. Chociaż dzisiaj nie ma już właściwie po czym oprowadzać, bo opuszczone budynki huty praktycznie zniknęły z powierzchni ziemi. Czas i złomiarze zrobili swoje. Po hucie została jedynie stara walcownia.

- Jeśli nic z nią nie zrobimy, podzieli los innych budynków. To jedyne miejsce w województwie z oryginalnymi maszynami i całą linią produkcyjną. Tego nie będzie się dało odbudować. Mówi się o odtworzeniu domu Karola Goduli, po którym zostały 72 cegły. W Szopienicach sytuacja nie może się powtórzyć - apelował na sobotniej debacie Juraszczyk.

W spotkaniu oprócz mieszkańców wzięli udział pochodzący z Szopienic senator Kazimierz Kutz, dr Tomasz Nawrocki, socjolog miasta, Jerzy Gorzelik, członek zarządu województwa, Monika Paca i Johan Bross, autorzy rewitalizacji dwóch obiektów poprzemysłowych, oraz Barbara Klajmon, wojewódzka konserwatorka zabytków. Wszyscy byli zgodni, że największym problemem w przypadku ratowania obiektów postindustrialnych są pieniądze. Kierowane do Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego wnioski o stworzenie specjalnego funduszu pozostają bez echa. Zdaniem Barbary Klajmon potrzebny jest ogólnopolski program rewitalizacji takich miejsc.

- O czym my mówimy? Jeśli w Warszawie nie ma zrozumienia dla ludzi z Karbia, którzy musieli opuszczać walące się domy, to będzie zrozumienie dla budynków? - pytał Kazimierz Kutz. - O dziedzictwie poprzemysłowym trzeba mówić ciągle i głośno! - przekonywał.

Jerzy Gorzelik przypomniał z kolei, że razem z urzędem marszałkowskim zaproponował prezydentowi Katowic kupno walcowni. Nie dostał jednak odpowiedzi. - Katowice mają budżet podobny do budżetu województwa śląskiego. Dlaczego dużo uboższe Zabrze stać na kopalnię Guido i inne pogórnicze obiekty? - pytał Gorzelik i przypomniał kwestię budowy Centrum Nauki.

Gorzelik: - Katowice chcą dać na jego budowę 20 mln zł. Po co jednak budować centrum od podstaw, skoro można wykorzystać walcownię? Kiedy to zaproponowałem, katowiccy włodarze powiedzieli, że Szopienice nie są dobrym miejscem na taką inwestycję!

- Zabrze zagarnęło już przemysł górniczy. Katowice powinny postawić na hutnictwo cynku. Tymczasem władze stolicy regionu mają nijaki stosunek do obiektów poprzemysłowych. Efekt jest taki, że turystom pokazuję Giszowiec, Nikiszowiec oraz szlak moderny, ale to do Zabrza jeździmy zobaczyć prawdziwe atrakcje - mówiła po debacie Maria Zarębska, przewodniczka z katowickiego oddziału PTTK.

Mieszkańcy z uwagą przysłuchiwali się debacie. Los huty nie jest im obojętny. - Dobrze, że takie spotkanie się odbyło, bo dla ludzi huta to wciąż ważna sprawa. Ten zakład to pewien symbol, a symbole, nawet te nadszarpnięte czasem, należy szanować. Szkoda tylko, że za słowami nie idą czyny, że nikt nie powiedział, co tak naprawdę stanie się z walcownią - uważa Marianna Popowicz, która od 30 lat prowadzi w Szopienicach zakład fryzjerski.

W spotkaniu uczestniczył też Gerard Sacherski, który przepracował w hucie 50 lat. Nie robił sobie dużych nadziei, nie oczekiwał, że ktoś przedstawi plan uratowania walcowni. - To byłoby zbyt piękne. Powiedziano wiele o obiektach poprzemysłowych, jedynie Gorzelik miał pomysł na Centrum Nauki w walcowni. Słowa, z których nic nie wynika, jestem jeszcze w stanie zdzierżyć. Ale zupełnie nie rozumiem, dlaczego na spotkaniu nie pojawił się nikt, kto reprezentuje władzę w mieście - denerwował się Sacherski.

Rzeczywiście, na spotkaniu nie było ani jednego przedstawiciela władz miasta czy katowickich radnych. - Zapraszaliśmy Piotra Uszoka, prezydenta Katowic, Arkadiusza Godlewskiego, przewodniczącego rady miejskiej, oraz Bolesława Błachutę, miejskiego konserwatora zabytków - wyliczała Ewa Grzegorzak-Łopaszko ze Stowarzyszenia na rzecz Dzieci i Młodzieży "Korczak", które przygotowało debatę.

Próbowaliśmy się dowiedzieć, jaki był powód nieobecności zaproszonych. Niestety, Jakub Jarząbek z biura prasowego magistratu nie był w stanie tego wyjaśnić.

Dożynki ważniejsze od huty - komentuje Anna Malinowska

Przedstawicieli władz Katowic i katowickich radnych widuję na różnego rodzaju imprezach i spotkaniach. A to uroczyste otwarcie TBS-owskiego bloku, a to bieg uliczny czy panel dyskusyjny o globalnych skutkach równie globalnych wydarzeń. Ale na spotkanie w Szopienicach żaden z katowickich urzędników nie przyszedł. Zdaję sobie sprawę, że spotkanie odbywało się na szkolnym boisku, a nie w eleganckiej sali konferencyjnej zaopatrzonej przez firmę cateringową. Wiem, że zaplanowano je na sobotę, a nie w tygodniu i godzinach pracy urzędu. Rozumiem, że można mieć inne ważne spotkanie czy sprawę rodzinną.

Można jednak poprosić któregoś z rzeszy urzędników, pełnomocników czy partyjnych kolegów o zastępstwo. Ale nikt o tym nie pomyślał. Bo to tylko stare, zaniedbane Szopienice. W końcu niedawno miasto zorganizowało tam dożynki. A huta? Zniszczona i brzydka. Lepiej mówić, że miasto zielone i w robotniczej dzielnicy ochoczo zaintonować "Plon, niesiemy plon!".





Podziel się

  • 35 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    11 głosów