Ministrowie sentymenty zostawili na boku
2011-09-01
, aktualizacja: 02.09.2011 10:19
Katowice. Uroczystość wbicia pierwszej łopaty pod budowę Muzeum Śląskiego. Na zdjęcie Leszek Jodliński, dyrektor muzeum, wicemarszałek Mariusz Kleszczewski i minister Elżbieta Bieńkowska
Jeśli ktoś liczył, że będą w rządzie zabiegać o interesy regionu, z którego pochodzą, to może być postawą kilku śląskich ministrów zawiedziony. Ale wstydu nam nie przynoszą. Nawet opozycja ich nie krytykuje.
ZOBACZ TAKŻE
- Szef SLD namawiał w Zagłębiu do głosowania na lewicę (29-08-11, 19:12)
- Hasła wyborcze? Tylko jeden kandydat z jajami (14-09-11, 00:06)
- Subiektywna ocena śląskich posłów
- Kandydaci prezydentów do Senatu to rozczarowanie (28-08-11, 15:40)
- PiS chwali się kandydatami (27-08-11, 19:17)
SERWISY
Oceń posła - weź udział w naszym plebiscycie
Jedynym szefem resortu w obecnym rządzie, który wywodzi się z naszego województwa, jest Elżbieta Bieńkowska, minister rozwoju regionalnego. Przez jej ręce przepływają miliardowe dotacje dla Polski z Unii Europejskiej.
Doświadczenie, które zdobyła w naszym urzędzie marszałkowskim procentuje. Resort pod jej rządami uniknął wpadek, a ona sama nie uległa pokusom ani namowom i nie traktowała Górnego Śląska po kumotersku. Dość wspomnieć, że nie protestowała, gdy jej zastępca Adam Zdziebło (o nim poniżej) decydował o tym, że Górnośląski Związek Metropolitalny, który nie zdołał na czas przygotować potrzebnych dokumentów, straci kilkaset milionów złotych dotacji na budowę spalarni śmieci.
Brak sentymentów do prezydentów, którzy pokpili sprawę spalarni w tym wypadku świadczy o profesjonalizmie Zdziebły.
Bieńkowska także długo nie chciała zajmować się polityką, wychodząc z założenia, że o podziale unijnych dotacji muszą decydować względy merytoryczne, a nie sympatie lub czyjeś poglądy. Od politycznych sporów i tak nie udało jej się uciec - odegrała ważną rolę w konflikcie, który rozgorzał, gdy minister finansów postanowił ograniczyć samorządom możliwości zadłużenia się. Przeciwko tym zamiarom zaprotestowali prezydenci i burmistrzowie wielu miast, zaś Bieńkowska wzięła ich stronę. Dlaczego? Bo samorządowcy nie zaciągają kredytów, by je bezmyślnie przejadać, ale często z nich właśnie pokrywają tzw. wkład własny w kosztach inwestycji za unijne dotacje. Gdyby więc nie mogły się zadłużać, to także plan wydania ogromnych pieniędzy z UE mógłby być utrudniony. Bieńkowskiej udało się przekonać w tej sprawie premiera Tuska. W tej sytuacji bilans kadencji Bieńkowskiej wypada na plus. Nawet PiS, który wiesza psy na prawie wszystkich ministrach, o Bieńkowskiej nie powie teraz złego słowa.
Prawą ręką Bieńkowskiej w resorcie jest Adam Zdziebło. Karierę zaczynał jako dyrektor biura Związku Gmin i Powiatów Subregionu Zachodniego, był też radnym sejmiku województwa. Najpierw przez kilka miesięcy był szefem gabinetu Bieńkowskiej, potem zaś został wiceministrem w jej resorcie. Zajmuje się tu m.in. Programem Operacyjnym "Infrastruktura i Środowisko". Gdy GZM stracił dotację na spalarnię, postanowił dać mu na pocieszenie kilkadziesiąt milionów złotych na przygotowanie dokumentacji.
Podobnie było z planami szybkiego połączenia kolejowego do Pyrzowic. Gdy PO objęła rządy, a ministrem infrastruktury został Cezary Grabarczyk okazało się nagle, że ten projekt nie cieszy się tam uznaniem. Zdziebło zdecydował jednak, że spółka PKP PLK dostanie pieniądze na ten projekt. Do pełni szczęścia jednak sporo brakuje, ponieważ pieniędzy wystarczy tylko na dokumentację. To oznacza, że jeśli minister nie zadba o znacznie większe sumy na budowę trasy, można go będzie obciążyć odpowiedzialnością za zmarnowanie ładnych paru milionów złotych na plany.
Bez dwóch zdań na plus można mu za to zapisać zmiany personalne, do których doszło w Regionalnym Zarządzie Gospodarki Wodnej w Gliwicach. To właśnie po interwencji Zdziebły stanowisko stracił wicedyrektor tej firmy, bo nie radził sobie z przygotowywaniem budowy zbiornika przeciwpowodziowego Racibórz Dolny. I nie uratowało go nawet to, że był do niedawna posłem PO.
W resorcie środowiska wiceministrem jest Bernard Błaszczyk. Z jego doświadczeń korzystały już poprzednie ekipy rządzące, był m.in. konsulem w Ostrawie i o tym, że związał się z PO nie wiedzą nawet niektórzy działacze tej partii. Cenią go za fachowość i umiar. - Nigdy nie wypowiada się na inne tematy niż zawodowe. Chwali mu się również, że przychodzi na sejmowe komisje - mówi jeden z naszych posłów.
Podobną opinię, stroniącego od polityki urzędnika, ma Maciej Szpunar, wiceminister spraw zagranicznych. To nasz ostatni rodzynek w rządzie PO-PSL. Pracuje naukowo w Katedrze Prawa Cywilnego i Prawa Prywatnego Międzynarodowego w Uniwersytecie Śląskim w Katowicach. Ostatnio brał udział w przygotowaniach naszej prezydencji w Unii Europejskiej. Cały czas pozostaje w cieniu. W dyplomacji to dobra cecha.
- 25 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
16 głosów
-
Dlatego na wybory
pacynka0258
02.09.11, 09:41
Nie idę - nic dla nas nie zrobiliPrzy obecnej jakości kandydatów pójście na wybory to przyjemność, którą można porównać jedynie z wizytą w burdelu celem wybrania sobie żony.»
-
Re: Ministrowie sentymenty zostawili na boku
settembrini
02.09.11, 10:16
Czyli wniosek taki, że ministrowie z naszego województwa zachowują się wprost odwrotnie do Schetyny (który jako szef MSW załatwił inwestycję IBM we Wrocławiu) czy Zdrojewskiego (pamiętne 100»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter

