Wyłączyć sygnalizatory i puścić auta na żywioł

Jacek Madeja
2011-08-03 , aktualizacja: 03.08.2011 19:06
A A A Drukuj
Skrzyżowanie Mikołowskiej z Sądową Fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta Skrzyżowanie Mikołowskiej z Sądową
Kiedy z powodu alarmów bombowych policjanci zamykają ul. Andrzeja w Katowicach, drogowcy odpowiadają wyłączeniem świateł na okolicznych skrzyżowaniach. - Robi się totalny bałagan, a my musimy objeżdżać pół miasta! - skarżą się kierowcy.
Alarmy bombowe w budynku sądu przy ul. Andrzeja zdarzają się co kilka tygodni. Niewiele zmieniło zamontowanie przy wejściu lotniskowego rentgena do wykrywania materiałów wybuchów. Za każdym razem policjanci zamykają fragment ulicy i paraliżują ruch w całym mieście. - Technice nie można ufać do końca. Musimy mieć pewność, że nie ma zagrożenia, dlatego za każdym razem ewakuujemy budynek i zamykamy fragment ulicy - mówi Jacek Pytel, rzecznik katowickiej policji.

Kierowcy nie ukrywają irytacji. Od początku roku, kiedy został zamknięty przejazd przez pl. Szewczyka, Andrzeja jest jedną z głównych ulic objazdowych, które prowadzą do zachodniej części śródmieścia.

Najwięcej powodów do narzekań mają ci, którzy jadą z góry ul. Mikołowską. - Ostatnio chciałem skręcić w Andrzeja, ale w poprzek drogi stał radiowóz. Żeby dojechać do Kościuszki, musiałem przejechać pół miasta, rondo, kawałek Roździeńskiego, a potem Warszawską. Straciłem ponad 40 minut. Chaos dodatkowo pogłębiało to, że drogowcy wyłączyli światła na dwóch skrzyżowaniach na Mikołowskiej - denerwuje się Tomasz Majchrzak, kierowca z Katowic. - Żadnej informacji, a wystarczyłoby ustawić jakąś tablicę LED na początku Mikołowskiej, że Andrzeja jest zamknięta. Wiedziałbym, że mam skręcić wcześniej - dodaje.

Drogowcy przyznają, że w przypadku zamknięcia Andrzeja wyłączają światła na trzech skrzyżowaniach. - Robimy to na prośbę policji. To naprawdę usprawnia ruch. Przygotowanie innego programu na taką awaryjną sytuację byłoby możliwe, ale jest zbyt drogie - mówi Konrad Wronowski z Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów w Katowicach. Dodaje, że z tych samych przyczyn kierowcy nie mają co liczyć na elektroniczne tablice ostrzegawcze. - To działania, które trzeba wprowadzać kompleksowo. Urzędnicy w magistracie pracują nad takim rozwiązaniem - mówi.

Rzeczywiście, tablice informacyjne, które ułatwiłyby życie kierowcom, mają być częścią systemu zarządzania ruchem. Problem w tym, że magistrat zlecił na razie jedynie opracowanie studium takiego systemu. - Dzięki temu poznamy koszty wprowadzenia go w życie - mówi Jakub Jarząbek z katowickiego magistratu. Jeszcze bardziej mglisty jest termin zainstalowania systemu. Urzędnicy podają lata od 2012 do 2017.

Podziel się

  • 9 komentarzy
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    4 głosy

  • Wyłączyć sygnalizatory i puścić auta na żywioł tadeusz542 03.08.11, 16:30

    O ile się nie mylę wybudowali nowy budynek Sądu Okręgowego na Francuskiej i tam powinien się ten cały wymiar sprawiedliwości przenieść a nie generować koszty i blokować połowę miasta swoim »