Wyłączyć sygnalizatory i puścić auta na żywioł
2011-08-03
, aktualizacja: 03.08.2011 19:06
Kiedy z powodu alarmów bombowych policjanci zamykają ul. Andrzeja w Katowicach, drogowcy odpowiadają wyłączeniem świateł na okolicznych skrzyżowaniach. - Robi się totalny bałagan, a my musimy objeżdżać pół miasta! - skarżą się kierowcy.
ZOBACZ TAKŻE
- Na zwężeniach trwa walka jak na meczu bokserskim (12-09-11, 09:08)
- Szkoda im 4 zł na parking, więc blokują okolicę (10-08-11, 13:00)
- Graniczna będzie jak nowa, ale korki zostaną (05-08-11, 12:00)
- Płoną i znikają fotoradary przy krajowej jedynce (02-08-11, 15:22)
- Średnicówka ma być wspólna (27-07-11, 00:38)
- W Katowicach auta płyną, a w stolicy stoją (14-07-11, 11:25)
Alarmy bombowe w budynku sądu przy ul. Andrzeja zdarzają się co kilka tygodni. Niewiele zmieniło zamontowanie przy wejściu lotniskowego rentgena do wykrywania materiałów wybuchów. Za każdym razem policjanci zamykają fragment ulicy i paraliżują ruch w całym mieście. - Technice nie można ufać do końca. Musimy mieć pewność, że nie ma zagrożenia, dlatego za każdym razem ewakuujemy budynek i zamykamy fragment ulicy - mówi Jacek Pytel, rzecznik katowickiej policji.
Kierowcy nie ukrywają irytacji. Od początku roku, kiedy został zamknięty przejazd przez pl. Szewczyka, Andrzeja jest jedną z głównych ulic objazdowych, które prowadzą do zachodniej części śródmieścia.
Najwięcej powodów do narzekań mają ci, którzy jadą z góry ul. Mikołowską. - Ostatnio chciałem skręcić w Andrzeja, ale w poprzek drogi stał radiowóz. Żeby dojechać do Kościuszki, musiałem przejechać pół miasta, rondo, kawałek Roździeńskiego, a potem Warszawską. Straciłem ponad 40 minut. Chaos dodatkowo pogłębiało to, że drogowcy wyłączyli światła na dwóch skrzyżowaniach na Mikołowskiej - denerwuje się Tomasz Majchrzak, kierowca z Katowic. - Żadnej informacji, a wystarczyłoby ustawić jakąś tablicę LED na początku Mikołowskiej, że Andrzeja jest zamknięta. Wiedziałbym, że mam skręcić wcześniej - dodaje.
Drogowcy przyznają, że w przypadku zamknięcia Andrzeja wyłączają światła na trzech skrzyżowaniach. - Robimy to na prośbę policji. To naprawdę usprawnia ruch. Przygotowanie innego programu na taką awaryjną sytuację byłoby możliwe, ale jest zbyt drogie - mówi Konrad Wronowski z Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów w Katowicach. Dodaje, że z tych samych przyczyn kierowcy nie mają co liczyć na elektroniczne tablice ostrzegawcze. - To działania, które trzeba wprowadzać kompleksowo. Urzędnicy w magistracie pracują nad takim rozwiązaniem - mówi.
Rzeczywiście, tablice informacyjne, które ułatwiłyby życie kierowcom, mają być częścią systemu zarządzania ruchem. Problem w tym, że magistrat zlecił na razie jedynie opracowanie studium takiego systemu. - Dzięki temu poznamy koszty wprowadzenia go w życie - mówi Jakub Jarząbek z katowickiego magistratu. Jeszcze bardziej mglisty jest termin zainstalowania systemu. Urzędnicy podają lata od 2012 do 2017.
Kierowcy nie ukrywają irytacji. Od początku roku, kiedy został zamknięty przejazd przez pl. Szewczyka, Andrzeja jest jedną z głównych ulic objazdowych, które prowadzą do zachodniej części śródmieścia.
Najwięcej powodów do narzekań mają ci, którzy jadą z góry ul. Mikołowską. - Ostatnio chciałem skręcić w Andrzeja, ale w poprzek drogi stał radiowóz. Żeby dojechać do Kościuszki, musiałem przejechać pół miasta, rondo, kawałek Roździeńskiego, a potem Warszawską. Straciłem ponad 40 minut. Chaos dodatkowo pogłębiało to, że drogowcy wyłączyli światła na dwóch skrzyżowaniach na Mikołowskiej - denerwuje się Tomasz Majchrzak, kierowca z Katowic. - Żadnej informacji, a wystarczyłoby ustawić jakąś tablicę LED na początku Mikołowskiej, że Andrzeja jest zamknięta. Wiedziałbym, że mam skręcić wcześniej - dodaje.
Drogowcy przyznają, że w przypadku zamknięcia Andrzeja wyłączają światła na trzech skrzyżowaniach. - Robimy to na prośbę policji. To naprawdę usprawnia ruch. Przygotowanie innego programu na taką awaryjną sytuację byłoby możliwe, ale jest zbyt drogie - mówi Konrad Wronowski z Miejskiego Zarządu Ulic i Mostów w Katowicach. Dodaje, że z tych samych przyczyn kierowcy nie mają co liczyć na elektroniczne tablice ostrzegawcze. - To działania, które trzeba wprowadzać kompleksowo. Urzędnicy w magistracie pracują nad takim rozwiązaniem - mówi.
Rzeczywiście, tablice informacyjne, które ułatwiłyby życie kierowcom, mają być częścią systemu zarządzania ruchem. Problem w tym, że magistrat zlecił na razie jedynie opracowanie studium takiego systemu. - Dzięki temu poznamy koszty wprowadzenia go w życie - mówi Jakub Jarząbek z katowickiego magistratu. Jeszcze bardziej mglisty jest termin zainstalowania systemu. Urzędnicy podają lata od 2012 do 2017.
- 9 komentarzy
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
4 głosy
-
Wyłączyć sygnalizatory i puścić auta na żywioł
tadeusz542
03.08.11, 16:30
O ile się nie mylę wybudowali nowy budynek Sądu Okręgowego na Francuskiej i tam powinien się ten cały wymiar sprawiedliwości przenieść a nie generować koszty i blokować połowę miasta swoim »
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter


