Zniszczona praca Tarasewicza nigdy nie będzie taka sama
2010-09-07
, aktualizacja: 08.09.2010 11:45
Zniszczona przez pracowników Centrum Kultury Katowice instalacja Leona Tarasewicza jest w bardzo złym stanie - wynika z ekspertyzy konserwator sztuki Zofii Kerneder, która na życzenie dyrekcji CKK badała pracę. - Po konserwacji prawdopodobnie nie będzie to już to samo dzieło - twierdzi Kerneder
ZOBACZ TAKŻE
- Grzyb zaatakował kolekcję sztuki za 2 miliony złotych (09-11-10, 11:02)
- Nie pocięli obrazu Tarasewicza, ale go... połamali (04-09-10, 00:40)
- Pracownicy Centrum Kultury Katowice pocięli cenny obraz (02-09-10, 14:48)
Łukasz Kałębasiak: Na życzenie dyrekcji Centrum Kultury Katowice sporządziła Pani opis stanu zachowania instalacji Leona Tarasewicza. Jakie są wnioski?
Zofia Kerneder, konserwator sztuki: Jej stan jest bardzo zły. Dzieło posiada bardzo wiele zniszczeń mechanicznych, które są wynikiem niewłaściwego demontażu. W głównej mierze są to wyłamania i liczne wykruszenia oraz większe ubytki podłoża.
Widziała już Pani kiedyś tak zniszczone dzieło?
- Różne rzeczy widziałam. Poinformowałam wszystkich podczas oględzin, że technika wykonania tej pracy nie należy do najtrwalszych, więc powinna być też w odpowiedni sposób traktowana. Szkoda, że nie skonsultowano demontażu z kimś, kto mógł w tym pomóc - kto zajmował się wcześniej jej przenoszeniem, z samym artystą albo z konserwatorem.
Jak musiał więc wyglądać demontaż, że doszło do takich zniszczeń?
- Z tego co wiem, demontaż był przeprowadzany w pośpiechu, a pracownicy nie wiedzieli, jak praca się zachowa. W rezultacie doszło do poważnych uszkodzeń nie tylko podłoża, ale również wierzchniej warstwy malatury. Stąd te drastyczne i nieprzyjemne dla oka zniszczenia. To wynik nieumiejętnego, nierozważnego i szybkiego działania.
Niektórzy argumentują, że instalacja Tarasewicza była dziełem efemerycznym i tak kiedyś by się rozpadła...
- Byłabym ostrożna z określaniem pracy Tarasewicza jako "efemerycznej". Ta praca powstała w galerii Sektor I na jedną wystawę w 2005 roku i - z tego co wiem - pierwotnym zamysłem było, że kiedyś przestanie istnieć. Artysta zgodził się jednak na jej przeniesienie, czyli przedłużenie jej istnienia. Praca została przeniesiona. Nie zmienił się więc ani jej charakter, ani wygląd, ani wymiary. Jako kompletne dzieło sztuki trafiło po prostu w inne miejsce. W związku z tym należy ją traktować tak samo jak gdyby znajdowała się w galerii.
Czyli przy odpowiedniej opiece instalacja Tarasewicza mogłaby istnieć długo?
- Ta instalacja bez wątpienia ulega stopniowej degradacji. Pomiędzy użytymi substancjami zachodzą procesy fizyczne i chemiczne, które wpływają na optykę i trwałość dzieła. Samo podłoże też nie było profesjonalnie przygotowanym podłożem malarskim. Ponadto wszelkie, delikatne nawet ruchy czy transport, na pewno jej nie służą. Ale można by zapewnić jej trwałość, pod warunkiem że taka byłaby wola artysty.
Co można z nią teraz zrobić? Czy nadaje się do konserwacji, czy renowacji?
- Konserwacja miałaby na celu przede wszystkim zabezpieczenie dzieła przed dalszym niszczeniem. Pracę Tarasewicza można by zabezpieczyć, ustabilizować, wzmacniając wytrzymałość podłoża, uzupełniając i łącząc jego fragmenty, by przywrócić jej pierwotny kształt.
Dużo bardziej skomplikowaną kwestią jest odtworzenie brakujący fragmentów warstwy malarskiej.
Podkreśliłam to podczas wizyty w CKK, że gdyby zdecydowano się na konserwację pracy, to stopień ingerencji konserwatora byłby na tyle duży, że mogłaby stracić swój pierwotny charakter. Wszystko zależy teraz od decyzji artysty.
Czy możliwy jest wiec powrót do stanu pierwotnego, czy też nie będzie to już nigdy to samo dzieło?
- Prawdopodobnie nie będzie to już to samo dzieło. Nawet gdy uda się uzupełnić wierzchnią warstwę malatury, to należy wziąć pod uwagę fakt, że jest to dzieło abstrakcyjne i pod względem techniki wykonania i sposobu nanoszenia farby trudne do powtórzenia. Spontanicznego gestu nikt nie odtworzy, chyba że zrobi to sam artysta. Nie wiem jednak, czy będzie chciał brać udział w odtworzeniu swojej pracy sprzed lat. To trudne decyzje, bo zahaczają o kwestie etyki, autentyczności oraz oryginalności dzieła
Zofia Kerneder, konserwator sztuki: Jej stan jest bardzo zły. Dzieło posiada bardzo wiele zniszczeń mechanicznych, które są wynikiem niewłaściwego demontażu. W głównej mierze są to wyłamania i liczne wykruszenia oraz większe ubytki podłoża.
Widziała już Pani kiedyś tak zniszczone dzieło?
- Różne rzeczy widziałam. Poinformowałam wszystkich podczas oględzin, że technika wykonania tej pracy nie należy do najtrwalszych, więc powinna być też w odpowiedni sposób traktowana. Szkoda, że nie skonsultowano demontażu z kimś, kto mógł w tym pomóc - kto zajmował się wcześniej jej przenoszeniem, z samym artystą albo z konserwatorem.
Jak musiał więc wyglądać demontaż, że doszło do takich zniszczeń?
- Z tego co wiem, demontaż był przeprowadzany w pośpiechu, a pracownicy nie wiedzieli, jak praca się zachowa. W rezultacie doszło do poważnych uszkodzeń nie tylko podłoża, ale również wierzchniej warstwy malatury. Stąd te drastyczne i nieprzyjemne dla oka zniszczenia. To wynik nieumiejętnego, nierozważnego i szybkiego działania.
Niektórzy argumentują, że instalacja Tarasewicza była dziełem efemerycznym i tak kiedyś by się rozpadła...
- Byłabym ostrożna z określaniem pracy Tarasewicza jako "efemerycznej". Ta praca powstała w galerii Sektor I na jedną wystawę w 2005 roku i - z tego co wiem - pierwotnym zamysłem było, że kiedyś przestanie istnieć. Artysta zgodził się jednak na jej przeniesienie, czyli przedłużenie jej istnienia. Praca została przeniesiona. Nie zmienił się więc ani jej charakter, ani wygląd, ani wymiary. Jako kompletne dzieło sztuki trafiło po prostu w inne miejsce. W związku z tym należy ją traktować tak samo jak gdyby znajdowała się w galerii.
Czyli przy odpowiedniej opiece instalacja Tarasewicza mogłaby istnieć długo?
- Ta instalacja bez wątpienia ulega stopniowej degradacji. Pomiędzy użytymi substancjami zachodzą procesy fizyczne i chemiczne, które wpływają na optykę i trwałość dzieła. Samo podłoże też nie było profesjonalnie przygotowanym podłożem malarskim. Ponadto wszelkie, delikatne nawet ruchy czy transport, na pewno jej nie służą. Ale można by zapewnić jej trwałość, pod warunkiem że taka byłaby wola artysty.
Co można z nią teraz zrobić? Czy nadaje się do konserwacji, czy renowacji?
- Konserwacja miałaby na celu przede wszystkim zabezpieczenie dzieła przed dalszym niszczeniem. Pracę Tarasewicza można by zabezpieczyć, ustabilizować, wzmacniając wytrzymałość podłoża, uzupełniając i łącząc jego fragmenty, by przywrócić jej pierwotny kształt.
Dużo bardziej skomplikowaną kwestią jest odtworzenie brakujący fragmentów warstwy malarskiej.
Podkreśliłam to podczas wizyty w CKK, że gdyby zdecydowano się na konserwację pracy, to stopień ingerencji konserwatora byłby na tyle duży, że mogłaby stracić swój pierwotny charakter. Wszystko zależy teraz od decyzji artysty.
Czy możliwy jest wiec powrót do stanu pierwotnego, czy też nie będzie to już nigdy to samo dzieło?
- Prawdopodobnie nie będzie to już to samo dzieło. Nawet gdy uda się uzupełnić wierzchnią warstwę malatury, to należy wziąć pod uwagę fakt, że jest to dzieło abstrakcyjne i pod względem techniki wykonania i sposobu nanoszenia farby trudne do powtórzenia. Spontanicznego gestu nikt nie odtworzy, chyba że zrobi to sam artysta. Nie wiem jednak, czy będzie chciał brać udział w odtworzeniu swojej pracy sprzed lat. To trudne decyzje, bo zahaczają o kwestie etyki, autentyczności oraz oryginalności dzieła
- 24 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
12 głosów
-
Re: Zniszczona praca Tarasewicza nigdy nie będzie
schlesien4000
16.09.10, 20:19
Bellmer to nosz synek»
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



