Szykuje się palenie gitary w Spodku
02.10.2009
, aktualizacja: 02.10.2009 17:04
Zdarza się, że pali na scenie gitarę i ląduje potem w szpitalu. - To jeden z wielu sposobów, w jaki wchodzę w intymne związki z moimi fanami - mówi Eric Sardinas, gwiazda 29. Rawa Blues Festivalu, który 10 października odbędzie się w Spodku
ZOBACZ TAKŻE
- Rawa Blues Festival (02-10-09, 16:31)
- Basia Trzetrzelewska: Jaworzno to mój drugi dom (30-09-09, 14:00)
- Dżem już się nie boi katowickiego Spodka (25-09-09, 16:01)
- Wyszli z garażu, teraz grają z Kazikiem (23-09-09, 16:50)
- Nic się tak nie sprzedaje jak pornografia. Nawet w muzyce (23-09-09, 16:49)
Ma 39 lat, ale nie widać po nim upływu czasu. Urodził się na Florydzie, na gitarze zaczął grać w wieku 6 lat. Od początku wzorował się na bluesie klasycznych artystów, jak Bukka White, Big Bill Broonzy, Elmore James czy Muddy Waters.
- Trzeba spojrzeć w tył, żeby iść do przodu. Wciąż słucham bluesa z lat 20. i 30., bo to tam wszystko się zaczęło. Jak już uda ci się osiągnąć poziom swoich mistrzów, a może nawet ulepszyć ich styl, to dopiero wtedy możesz zacząć pracować nad własnym - powiedział, gdy spytałem go o rady dla młodych gitarzystów.
W 1990 przyjechał do Los Angeles. Najpierw grał na ulicy, potem założył Eric Sardinas Project. Pierwszy album "Treat Me Right" nagrał w roku 1999. Dziś ma w dorobku cztery duże płyty. Ostatnia to ubiegłoroczna "Eric Sardinas and Big Motor", dzięki której wreszcie stał się gwiazdą.
Wcześniej współpracował już z gwiazdami takimi, jak Johnny Winter (legendarny gitarzysta wystąpił na płycie Sardinasa "Devil's Train") czy Steve Vai. Ten ostatni wirtuoz gitary wydawał płyty Sardinasa w swojej wytwórni. Zapraszał go też na swoje trasy koncertowe. Jesienią 2005 r. Sardinas supportował koncert Vai'a w Zabrzu. Zagrał wtedy o wiele bardziej interesująco, niż gwiazda wieczoru.
- Świetny show, wspaniali ludzie i energia - wspomina teraz swój pierwszy polski koncert Sardinas i już cieszy się na powrót do naszego kraju.
- To przykład, że są ludzie, którzy świetnie i ostro grają, a zaczynali od słuchania bluesa z lat 20. Że blues może być młodzieżowy. Że bluesman też może podpalić na scenie gitarę, jak mu to przyjdzie do głowy - mówi o Sardinasie Irek Dudek, szef festiwalu Rawa Blues.
Sardinas nie raz cierpiał za swoje sceniczne ekstrawagancje. W 1999 r., gdy podpalił swoją gitarę na koncercie w Sydney, doznał poparzenia trzeciego stopnia lewego nadgarstka. Ten sam muzyk potrafi też jednak ukoić publiczność akustycznym graniem. Pomaga mu w tym rezofoniczna gitara typu Dobro.
- Odkryłem ją w młodym wieku, gdy słuchałem i studiowałem bluesowych mistrzów z Delty. Nigdy nie przerzuciłem się na normalne gitary elektryczne. Z mojego rezonatora mogę wycisnąć mnóstwo mocnych, elektrycznych dźwięków. A potem relaksuję ludzi graniem akustycznym - wyjaśnia.
Od lat występuje w trio: gitara, bas i bębny. - Naprawdę lubię to czyste brzmienie, gdy za mną są tylko bębny i bas. W tym przypadku mniej pozwala robić więcej. Ale czy nie jest to właśnie esencja bluesa? - pyta retorycznie.
- Trzeba spojrzeć w tył, żeby iść do przodu. Wciąż słucham bluesa z lat 20. i 30., bo to tam wszystko się zaczęło. Jak już uda ci się osiągnąć poziom swoich mistrzów, a może nawet ulepszyć ich styl, to dopiero wtedy możesz zacząć pracować nad własnym - powiedział, gdy spytałem go o rady dla młodych gitarzystów.
W 1990 przyjechał do Los Angeles. Najpierw grał na ulicy, potem założył Eric Sardinas Project. Pierwszy album "Treat Me Right" nagrał w roku 1999. Dziś ma w dorobku cztery duże płyty. Ostatnia to ubiegłoroczna "Eric Sardinas and Big Motor", dzięki której wreszcie stał się gwiazdą.
Wcześniej współpracował już z gwiazdami takimi, jak Johnny Winter (legendarny gitarzysta wystąpił na płycie Sardinasa "Devil's Train") czy Steve Vai. Ten ostatni wirtuoz gitary wydawał płyty Sardinasa w swojej wytwórni. Zapraszał go też na swoje trasy koncertowe. Jesienią 2005 r. Sardinas supportował koncert Vai'a w Zabrzu. Zagrał wtedy o wiele bardziej interesująco, niż gwiazda wieczoru.
- Świetny show, wspaniali ludzie i energia - wspomina teraz swój pierwszy polski koncert Sardinas i już cieszy się na powrót do naszego kraju.
- To przykład, że są ludzie, którzy świetnie i ostro grają, a zaczynali od słuchania bluesa z lat 20. Że blues może być młodzieżowy. Że bluesman też może podpalić na scenie gitarę, jak mu to przyjdzie do głowy - mówi o Sardinasie Irek Dudek, szef festiwalu Rawa Blues.
Sardinas nie raz cierpiał za swoje sceniczne ekstrawagancje. W 1999 r., gdy podpalił swoją gitarę na koncercie w Sydney, doznał poparzenia trzeciego stopnia lewego nadgarstka. Ten sam muzyk potrafi też jednak ukoić publiczność akustycznym graniem. Pomaga mu w tym rezofoniczna gitara typu Dobro.
- Odkryłem ją w młodym wieku, gdy słuchałem i studiowałem bluesowych mistrzów z Delty. Nigdy nie przerzuciłem się na normalne gitary elektryczne. Z mojego rezonatora mogę wycisnąć mnóstwo mocnych, elektrycznych dźwięków. A potem relaksuję ludzi graniem akustycznym - wyjaśnia.
Od lat występuje w trio: gitara, bas i bębny. - Naprawdę lubię to czyste brzmienie, gdy za mną są tylko bębny i bas. W tym przypadku mniej pozwala robić więcej. Ale czy nie jest to właśnie esencja bluesa? - pyta retorycznie.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
2 głosy
Najczęściej czytane24 htydzień

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



