Szykuje się palenie gitary w Spodku

Marcin Babko
02.10.2009 , aktualizacja: 02.10.2009 17:04
A A A Drukuj
Zdarza się, że pali na scenie gitarę i ląduje potem w szpitalu. - To jeden z wielu sposobów, w jaki wchodzę w intymne związki z moimi fanami - mówi Eric Sardinas, gwiazda 29. Rawa Blues Festivalu, który 10 października odbędzie się w Spodku
Eric Sardinas
Eric Sardinas
Ma 39 lat, ale nie widać po nim upływu czasu. Urodził się na Florydzie, na gitarze zaczął grać w wieku 6 lat. Od początku wzorował się na bluesie klasycznych artystów, jak Bukka White, Big Bill Broonzy, Elmore James czy Muddy Waters.

- Trzeba spojrzeć w tył, żeby iść do przodu. Wciąż słucham bluesa z lat 20. i 30., bo to tam wszystko się zaczęło. Jak już uda ci się osiągnąć poziom swoich mistrzów, a może nawet ulepszyć ich styl, to dopiero wtedy możesz zacząć pracować nad własnym - powiedział, gdy spytałem go o rady dla młodych gitarzystów.

W 1990 przyjechał do Los Angeles. Najpierw grał na ulicy, potem założył Eric Sardinas Project. Pierwszy album "Treat Me Right" nagrał w roku 1999. Dziś ma w dorobku cztery duże płyty. Ostatnia to ubiegłoroczna "Eric Sardinas and Big Motor", dzięki której wreszcie stał się gwiazdą.

Wcześniej współpracował już z gwiazdami takimi, jak Johnny Winter (legendarny gitarzysta wystąpił na płycie Sardinasa "Devil's Train") czy Steve Vai. Ten ostatni wirtuoz gitary wydawał płyty Sardinasa w swojej wytwórni. Zapraszał go też na swoje trasy koncertowe. Jesienią 2005 r. Sardinas supportował koncert Vai'a w Zabrzu. Zagrał wtedy o wiele bardziej interesująco, niż gwiazda wieczoru.

- Świetny show, wspaniali ludzie i energia - wspomina teraz swój pierwszy polski koncert Sardinas i już cieszy się na powrót do naszego kraju.

- To przykład, że są ludzie, którzy świetnie i ostro grają, a zaczynali od słuchania bluesa z lat 20. Że blues może być młodzieżowy. Że bluesman też może podpalić na scenie gitarę, jak mu to przyjdzie do głowy - mówi o Sardinasie Irek Dudek, szef festiwalu Rawa Blues.

Sardinas nie raz cierpiał za swoje sceniczne ekstrawagancje. W 1999 r., gdy podpalił swoją gitarę na koncercie w Sydney, doznał poparzenia trzeciego stopnia lewego nadgarstka. Ten sam muzyk potrafi też jednak ukoić publiczność akustycznym graniem. Pomaga mu w tym rezofoniczna gitara typu Dobro.

- Odkryłem ją w młodym wieku, gdy słuchałem i studiowałem bluesowych mistrzów z Delty. Nigdy nie przerzuciłem się na normalne gitary elektryczne. Z mojego rezonatora mogę wycisnąć mnóstwo mocnych, elektrycznych dźwięków. A potem relaksuję ludzi graniem akustycznym - wyjaśnia.

Od lat występuje w trio: gitara, bas i bębny. - Naprawdę lubię to czyste brzmienie, gdy za mną są tylko bębny i bas. W tym przypadku mniej pozwala robić więcej. Ale czy nie jest to właśnie esencja bluesa? - pyta retorycznie.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    2 głosy