Bielsko kompletuje kwintet Davisa

Marcin Babko
2009-02-22 , aktualizacja: 22.02.2009 00:00
A A A Drukuj
Gwiazdą zeszłorocznej Bielskiej Zadymki Jazzowej był Wayn Shorter. Teraz genialny koncert dał Ron Carter. Obaj należeli do kwintetu Milesa Davisa. Czy czas na Herbiego Hancocka?
Ron Carter zagrał w sobotę na Bielskiej Zadymce Jazzowej
Fot. Paweł Sowa / AG
Ron Carter zagrał w sobotę na Bielskiej Zadymce Jazzowej
Zeszłoroczna Zadymka uczyniła bielski festiwal jednym z najważniejszych cyklicznych wydarzeń jazzowych w kraju. Wysoko podniosła też poprzeczkę organizatorom: 10 dni koncertów, wielkie gwiazdy i wspaniałe wydarzenia. Szkoda tylko, że z powodu remontu Teatru Polskiego wszystkie koncerty odbyły się w klubie Klimat. Wprawdzie został specjalnie na tę imprezę przygotowany, ale i tak nie wytrzymywał porównania z wnętrzami teatru.

W tym roku festiwal trwał tylko pięć dni. Na większość koncertów znów chodziliśmy do Klimatu (m.in. na piątkowy wieczór "Okolice Jazzu", którego gwiazdą był francuski trębacz Eric Truffaz). Na szczęście sobotni koncert galowy wrócił do Teatru Polskiego. Bardzo dobrze, bo gościa tak znamienitego, jak gwiazda tego wieczoru, wypadało podjąć z należnym szacunkiem.

Koncert zaczął jednak Witold Janiak Mainstreet Quartet, zwycięzca tegorocznego konkursu Zadymki (nagrodą jest nagranie płyty w Radiu Katowice i jej promocja, m.in. w "Jazz Forum", które wyśle swoim prenumeratorom 1200 egzemplarzy). Potem wystąpiła amerykańska pianistka Lynn Ariale. Koncert swojego tria zaczęła własną wersją "Wrapped Around Your Finger" zespołu The Police.

Zanim swój koncert zaczął Ron Carter, organizatorzy wręczyli mu nagrodę Anioła Jazzowego. Co roku Anioł jest przyznawany największej gwieździe festiwalu. Ciekawe, że poprzednio był to saksofonista Wayne Shorter, który w latach 60. grał z Carterem w legendarnym kwintecie Milesa Davisa. Następną gwiazdą, w którą powinni "celować" organizatorzy festiwalu, mógłby być pianista Herbie Hancock. Tyle że członków kwintetu skompletować się już, niestety, nie da - perkusista Tony Williams i sam Miles od dawna nie żyją.

Carter pamięta o Davisie: w swojej bogatej karierze (prawie 3 tys. płyt!) ma zarówno albumy, jak i projekty koncertowe poświęcone wielkiemu trębaczowi. W sobotę również sięgnął po utwory, które przed laty grał z Davisem, m.in. "My Funny Valentine". Odbierając przed koncertem nagrodę Anioła Jazzowego, nie przesadzał z podziękowaniami. Przyznał , że woli grać i zagrał genialnie, podobnie jak towarzyszący mu muzycy (pianista Stephen Scott, perkusista Payton Crossley i perkusjonista Rolando Morales-Matos, który zebrał największe owacje).

To był - bez przesady - jeden z najważniejszych tegorocznych koncertów jazzowych w Polsce. Można powiedzieć to już teraz, choć polski kalendarz jazzowy 2009 dopiero się rozpoczął.

Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów