Rozmowa ze Zbigniewem Rybczyńskim
2006-11-28
, aktualizacja: 28.11.2006 00:00
Zdobywca Oscara reżyser Zbigniew Rybczyński gości w Katowicach podczas festiwalu Ars Cameralis. - Zaczynam już zbierać pieniądze na nowy film - zdradza artysta, który milczał od 1992 roku
Rozmowa ze Zbigniewem Rybczyńskim
Łukasz Kałębasiak: Podobno odmówił Pan Milesowi Davisowi zrobienia teledysku do jego utworu "Decoy"...
Zbigniew Rybczyński: Kiedy robiłem teledyski, uzależniałem swoją decyzję od muzyki. Zawsze nagrywałem na walkmanie tę muzykę wielokrotnie, po jednej i drugiej stronie taśmy, i słuchałem jej tak długo, aż miałem pomysł. Tak samo było z "Decoy" Davisa. Ten utwór mi się po prostu nie podobał, do niczego mnie nie inspirował. Byłem wtedy zresztą zainteresowany pewną techniczną rzeczą, której nie mogłem zastosować do tego utworu. Dlatego nie miałem pomysłu i zrezygnowałem. Zdaję sobie sprawę, że nie postąpiłem najrozsądniej, ale musiałem taką decyzję podjąć.
Za to nakręcił Pan wideoklipy dla Micka Jaggera, Lou Reeda, Yoko Ono. Jak się z nimi pracowało?
- Mam dobre wspomnienia, zawsze to było miłe przeżycie. Najmilej wspominam chyba Yoko Ono. Zachowywała się w miły sposób, nie była żadną primadonną. Wspaniała kobieta. Byłem zaskoczony jej "normalnością".
Lou Reed postawił warunki: chce pokazać tylko twarz, przychodzi raz, śpiewa piosenkę z playbacku i tyle.
W latach 80. jako jeden z pierwszych tworzył Pan filmy w technologii high definition, wysokiej rozdzielczości. Jak ją Pan dla siebie odkrył?
- Producent Barry Rebo, który miał dobre kontakty z Japonią, dostał od firmy Sony pierwszy zestaw HD - kamerę, 3 maszyny, nagrywarkę i parę monitorów. Zwrócił się do mnie, bo byłem znany z eksperymentalnych prac, żebym zrobił jakiś test.
Wcześniej jednak zaprosił mnie na projekcję filmu łączącego starą technologię z high definition. Spóźniłem się na nią, co nie jest trudne w Nowym Jorku. Przyjechałem, oglądam i czekam na ten HD. Film się skończył i zorientowałem się, że to było HD, że oglądałem film nagrany elektronicznie. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że to totalna rewolucja. Jeśli mamy technologię wideo o jakości filmu, to jest nowa era.
Co Pan w niej dostrzegł?
- Zobaczyłem nową kamerę z kablem, który umożliwia połączenie jej z tysiącem rzeczy, podczas gdy normalnej filmowej kamery z niczym nie można połączyć. Przede wszystkim możemy widzieć ten obraz na żywo, podłączyć kamerę do monitora i nagrywać obraz bez specjalnych ograniczeń. Można ten materiał montować, edytować na żywo. Nie trzeba czekać kilkunastu godzin, żeby zobaczyć materiał.
Ostatni Pana film - "Kafka" - powstał w 1992 roku. Czy pracuje Pan już nad nowym?
- Przez te wszystkie lata pracuję nad tym jednym filmem. W dalszym ciągu jest to praca technologiczna, ale jest jej już bardzo mało. Zaczynam zbierać na niego pieniądze, co jest takim samym elementem pracy, jak wszystko inne. Sam pomysł filmu, a mam bardzo wiele takich pomysłów, zostawiam do momentu, gdy wszystko będzie gotowe. Chcę pisać scenariusz, filmując.
Jest Pan perfekcjonistą?
- Ja nie wiem, co to dokładnie znaczy. Jeśli ma się jakiś konkretny cel, to trzeba zrobić wszystko, żeby go osiągnąć. Z reguły jeśli pójdzie się na kompromisy, to się tego celu nie osiągnie. Tak, chyba jestem perfekcjonistą.
Łukasz Kałębasiak: Podobno odmówił Pan Milesowi Davisowi zrobienia teledysku do jego utworu "Decoy"...
Zbigniew Rybczyński: Kiedy robiłem teledyski, uzależniałem swoją decyzję od muzyki. Zawsze nagrywałem na walkmanie tę muzykę wielokrotnie, po jednej i drugiej stronie taśmy, i słuchałem jej tak długo, aż miałem pomysł. Tak samo było z "Decoy" Davisa. Ten utwór mi się po prostu nie podobał, do niczego mnie nie inspirował. Byłem wtedy zresztą zainteresowany pewną techniczną rzeczą, której nie mogłem zastosować do tego utworu. Dlatego nie miałem pomysłu i zrezygnowałem. Zdaję sobie sprawę, że nie postąpiłem najrozsądniej, ale musiałem taką decyzję podjąć.
Za to nakręcił Pan wideoklipy dla Micka Jaggera, Lou Reeda, Yoko Ono. Jak się z nimi pracowało?
- Mam dobre wspomnienia, zawsze to było miłe przeżycie. Najmilej wspominam chyba Yoko Ono. Zachowywała się w miły sposób, nie była żadną primadonną. Wspaniała kobieta. Byłem zaskoczony jej "normalnością".
Lou Reed postawił warunki: chce pokazać tylko twarz, przychodzi raz, śpiewa piosenkę z playbacku i tyle.
W latach 80. jako jeden z pierwszych tworzył Pan filmy w technologii high definition, wysokiej rozdzielczości. Jak ją Pan dla siebie odkrył?
- Producent Barry Rebo, który miał dobre kontakty z Japonią, dostał od firmy Sony pierwszy zestaw HD - kamerę, 3 maszyny, nagrywarkę i parę monitorów. Zwrócił się do mnie, bo byłem znany z eksperymentalnych prac, żebym zrobił jakiś test.
Wcześniej jednak zaprosił mnie na projekcję filmu łączącego starą technologię z high definition. Spóźniłem się na nią, co nie jest trudne w Nowym Jorku. Przyjechałem, oglądam i czekam na ten HD. Film się skończył i zorientowałem się, że to było HD, że oglądałem film nagrany elektronicznie. W tym momencie zdałem sobie sprawę, że to totalna rewolucja. Jeśli mamy technologię wideo o jakości filmu, to jest nowa era.
Co Pan w niej dostrzegł?
- Zobaczyłem nową kamerę z kablem, który umożliwia połączenie jej z tysiącem rzeczy, podczas gdy normalnej filmowej kamery z niczym nie można połączyć. Przede wszystkim możemy widzieć ten obraz na żywo, podłączyć kamerę do monitora i nagrywać obraz bez specjalnych ograniczeń. Można ten materiał montować, edytować na żywo. Nie trzeba czekać kilkunastu godzin, żeby zobaczyć materiał.
Ostatni Pana film - "Kafka" - powstał w 1992 roku. Czy pracuje Pan już nad nowym?
- Przez te wszystkie lata pracuję nad tym jednym filmem. W dalszym ciągu jest to praca technologiczna, ale jest jej już bardzo mało. Zaczynam zbierać na niego pieniądze, co jest takim samym elementem pracy, jak wszystko inne. Sam pomysł filmu, a mam bardzo wiele takich pomysłów, zostawiam do momentu, gdy wszystko będzie gotowe. Chcę pisać scenariusz, filmując.
Jest Pan perfekcjonistą?
- Ja nie wiem, co to dokładnie znaczy. Jeśli ma się jakiś konkretny cel, to trzeba zrobić wszystko, żeby go osiągnąć. Z reguły jeśli pójdzie się na kompromisy, to się tego celu nie osiągnie. Tak, chyba jestem perfekcjonistą.
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów





