Kutz i Janosch, czyli Miś i Tygrysek
28.03.2011
, aktualizacja: 28.03.2011 11:12
Przyjechali z Warszawy i Teneryfy, rozmawiali przez tłumacza, ale już po chwili zachowywali się jak starzy znajomi. Kazimierz Kutz i Janosch spotkali się w piątek w Gliwicach.
Urodzonego w 1929 roku w katowickich Szopienicach reżysera i o dwa lata młodszego pisarza rodem z zabrzańskiej Poremby na godzinną pogawędkę o Śląsku zaprosił Dom Współpracy Polsko-Niemieckiej. Bardzo szybko okazało się, że artyści potraktowali to spotkanie jako okazję do zabawy.
Janosch opowiadał o kontaktach z córką: - Są świetne, nie rozmawiamy ze sobą.
I o kobietach: - Schodzę im z drogi, a one mi też. To od czasu, gdy z prania wyciągnąłem biustonosz mojej mamy i dostałem za to po głowie. Niemal przy każdym zdaniu publiczność zastanawiała się, czy mówi serio, czy żartuje.
- Jak Pan zachowuje tak młody wygląd? - zapytała pewna pani
- To proste, kroję ogórki w plasterki i kładę na twarz - instruował pisarz.
- A na talent pisarki to też działa? - dopytywał ktoś inny.
- Talent? Jaki talent? Przecież ja nie mam żadnego - przekomarzał się autor "Cholonka...", ale podał swój przepis na pisanie: siadam w kącie, biorę czystą kartkę i dwie wódki... I znowu wielu zachodziło w głowę, czy to tylko żart.
Gdy któryś z gości złożył mu życzenia z okazji Dnia Dziecka, Janosch zaprotestował, że ma już 60 lat.
- 60? Przecież on ma już 76! - obruszył się Kutz, ale Janosch nawet nie mrugnął powieką.
Bardziej serio odpowiadał za to na pytania przybyłych na spotkanie dzieci. Tłumaczył, kiedy wymyślił Misia i Tygryska i kim jest tajemnicza pani z portretu w pewnej książce. A gdy jakaś dziewczynka zapytała, co najbardziej lubi rysować, Janosch naszkicował bałwanka.
- Bałwanek? To nie z Pana książki - dziwili się z kolei dorośli i wtedy okazało się, że ta postać pochodzi z książki, która w Polsce jeszcze nie została wydana.
Potem przyszła wreszcie kolej na tematy śląskie i ton rozmowie zaczął nadawać Kutz, ale Janosch wczuł się w narzucony przez reżysera klimat. - Był taki Ślązak, który odkrył Amerykę. Nazywał się Kolumbiorz albo Kolumbowski - mówił z pewnością w głosie pisarz. Zarzekał się, że zrobi z Kutzem film - śląski blues. Pytany o swoją śląskość, stwierdził: - Myślałem, że to jakiś genetyczny defekt. Tak jakbym miał w głowie dziurkę, a przez nią kontaktował się z całkiem innym światem niż inni. Podał też przykład tego swojego śląskiego myślenia: - 40 lat temu wypisałem się z kasy chorych, żeby nie chorować, a gdy uszkodziłem sobie kość, to sam próbowałem sobie ją nastawić.
- O, to tak jak ja! - ucieszył się Kutz i opowiedział, jak pewnego razu usunął sobie guza, którego miał na głowie. - Mówiłem o tym znajomemu z Warszawy, ten zbladł i zemdlał, a jak się obudził, został nacjonalistą, bo takich rzeczy żaden nie-Ślązak nie zrozumie - wspominał reżyser, a sala trzęsła się ze śmiechu.
Na koniec spotkania obaj artyści pozowali do fotografii w monidle. Użyczyli swoich twarzy Tygryskowi i Misiowi z Janoschowych książek.
- Poznaliśmy się dwie godziny temu, a tyle już zdążyliśmy sobie powiedzieć, jakbyśmy znali się od zawsze - cieszył się Kutz.
Tekst ukazał się w "Gazecie Wyborczej" 2 czerwca 2007 roku
Janosch opowiadał o kontaktach z córką: - Są świetne, nie rozmawiamy ze sobą.
I o kobietach: - Schodzę im z drogi, a one mi też. To od czasu, gdy z prania wyciągnąłem biustonosz mojej mamy i dostałem za to po głowie. Niemal przy każdym zdaniu publiczność zastanawiała się, czy mówi serio, czy żartuje.
- Jak Pan zachowuje tak młody wygląd? - zapytała pewna pani
- To proste, kroję ogórki w plasterki i kładę na twarz - instruował pisarz.
- A na talent pisarki to też działa? - dopytywał ktoś inny.
- Talent? Jaki talent? Przecież ja nie mam żadnego - przekomarzał się autor "Cholonka...", ale podał swój przepis na pisanie: siadam w kącie, biorę czystą kartkę i dwie wódki... I znowu wielu zachodziło w głowę, czy to tylko żart.
Gdy któryś z gości złożył mu życzenia z okazji Dnia Dziecka, Janosch zaprotestował, że ma już 60 lat.
- 60? Przecież on ma już 76! - obruszył się Kutz, ale Janosch nawet nie mrugnął powieką.
Bardziej serio odpowiadał za to na pytania przybyłych na spotkanie dzieci. Tłumaczył, kiedy wymyślił Misia i Tygryska i kim jest tajemnicza pani z portretu w pewnej książce. A gdy jakaś dziewczynka zapytała, co najbardziej lubi rysować, Janosch naszkicował bałwanka.
- Bałwanek? To nie z Pana książki - dziwili się z kolei dorośli i wtedy okazało się, że ta postać pochodzi z książki, która w Polsce jeszcze nie została wydana.
Potem przyszła wreszcie kolej na tematy śląskie i ton rozmowie zaczął nadawać Kutz, ale Janosch wczuł się w narzucony przez reżysera klimat. - Był taki Ślązak, który odkrył Amerykę. Nazywał się Kolumbiorz albo Kolumbowski - mówił z pewnością w głosie pisarz. Zarzekał się, że zrobi z Kutzem film - śląski blues. Pytany o swoją śląskość, stwierdził: - Myślałem, że to jakiś genetyczny defekt. Tak jakbym miał w głowie dziurkę, a przez nią kontaktował się z całkiem innym światem niż inni. Podał też przykład tego swojego śląskiego myślenia: - 40 lat temu wypisałem się z kasy chorych, żeby nie chorować, a gdy uszkodziłem sobie kość, to sam próbowałem sobie ją nastawić.
- O, to tak jak ja! - ucieszył się Kutz i opowiedział, jak pewnego razu usunął sobie guza, którego miał na głowie. - Mówiłem o tym znajomemu z Warszawy, ten zbladł i zemdlał, a jak się obudził, został nacjonalistą, bo takich rzeczy żaden nie-Ślązak nie zrozumie - wspominał reżyser, a sala trzęsła się ze śmiechu.
Na koniec spotkania obaj artyści pozowali do fotografii w monidle. Użyczyli swoich twarzy Tygryskowi i Misiowi z Janoschowych książek.
- Poznaliśmy się dwie godziny temu, a tyle już zdążyliśmy sobie powiedzieć, jakbyśmy znali się od zawsze - cieszył się Kutz.
Tekst ukazał się w "Gazecie Wyborczej" 2 czerwca 2007 roku
- Dodaj komentarz
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
1 głos

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



