Rzuć palenie, zmień dietę i ruszaj się!

Judyta Watoła
22.02.2011 , aktualizacja: 22.02.2011 13:33
A A A Drukuj
Jedną z przyczyn choroby wieńcowej prowadzącej do zawału serca mogą być skłonności genetyczne. O wiele częściej jednak z własnej woli narażamy się na ryzyko, źle się odżywiając albo paląc papierosy. Zawał to sygnał, że powinniśmy to zmienić


- Wiele lat temu chorego z zawałem trzymaliśmy w szpitalu przez sześć tygodni, nie pozwalając mu się ruszać ani na krok. Wtedy też znacznie mniej pacjentów udawało nam się uratować. To już odległa przeszłość. Dziś znaczną część chorych udaje się tak skutecznie leczyć z zawału, że wychodzą z niego bez szwanku. A szpital opuszczają zaledwie po czterech, pięciu dniach - mówi prof. Lech Poloński, wojewódzki konsultant w dziedzinie kardiologii i kierownik III Kliniki Kardiologii w Śląskim Centrum Chorób Serca.

Bardzo ważne jest jednak, by po wyjściu ze szpitala chorzy po zawale zmienili swoje nawyki. By udowodnić, że jest to potrzebne, warto się im przyjrzeć. Można to zrobić, korzystając z danych zgromadzonych w Rejestrze Ostrych Zespołów wieńcowych prowadzonym w ŚCChS.

Jak wygląda zawałowiec?

Z rejestru wynika, że dwie trzecie zawałowców to mężczyźni, krótko po sześćdziesiątce (dokładnie ponad połowa mieści się w przedziale 53-71 lat). Na nadciśnienie cierpi 54 proc., a papierosy pali niewiele mniej, bo 49 proc. Ok. 40 proc. zawałowców ma podwyższony cholesterol, co szósty cukrzycę, a co ósmy jest otyły.

Profil kobiet dotkniętych zawałem serca jest inny. Są starsze (ponad połowa ma 60-78 lat). Częściej chorują na nadciśnienie (67 proc.), niemal dwukrotnie wyższy jest wśród nich odsetek chorych na cukrzycę (30 proc.). i otyłych (24 proc.). Znacząco mniej kobiet zawałowców sięga jednak po papierosy.

Różnice wynikają stąd, że mężczyźni mają genetyczne skłonności do miażdżycy tętnic - dotyka ich znacznie wcześniej niż kobiety, u których choroba ta rozwija się dopiero po okresie menopauzy (w grupie pacjentów przed 50. rokiem życia aż 82 zawałów występuje u mężczyzn). Wyjątkiem są jednak kobiety otyłe i palące papierosy.

Lepiej rzucić palenie późno niż wcale

To przykazanie każdy zawałowiec powinien wziąć sobie, a jakże, do serca! Jeśli już raz trafił mu się zawał, ryzyko, że zdarzy się ponowny, wzrasta. Jednym ze sposobów, by temu zapobiec, jest właśnie porzucenie nałogu.

Dlaczego? Wdychając dym, dostarczamy płucom substancji smolistych zamiast tlenu. Organizm produkuje wtedy więcej czerwonych ciałek krwi. Krew staje się coraz gęstsza, a to zwiększa ryzyko zakrzepów i niebezpiecznych zwężeń w tętnicach. Dlatego lepiej późno rzucić palenie niż w ogóle tego nie robić. Warto przy tym wziąć pod uwagę, że palenie jest też przyczyną stresu dla naczyń krwionośnych. Zdrowe mają zdolność do bronienia się przed miażdżycą. U palacza tytoniu te mechanizmy są osłabione.

Zdrowa dieta to nie jest żaden cud

- Po zawale zmieniłam dietę. W końcu jestem technologiem żywienia! Zamieniłam więc masło na oliwę, pieczywo na zupy z warzyw, smażone potrawy na gotowane - mówi pani Maria Trzeciak-Ordon z Częstochowy, której historię przedstawiliśmy we wczorajszej "Gazecie". Pani Maria miała zawał serca 10 lat temu. Dziś ma 76 lat i nadal czuje się rześka. Przyznaje, że nie biega po schodach, ale nie rezygnuje z codziennych aktywności, choćby spacerów, zakupów, czytania.

Nie każdy jest jednak technologiem żywienia i nie każdemu łatwo przychodzi zmiana diety. - Rozmawiając z lekarzem, mówią, że nic nie jedzą, ale ich waga i wygląd przeczą temu - zauważa prof. Poloński.

A jednak dieta to kluczowa sprawa. Także ze względu na cukrzycę. Nadwaga i otyłość podwyższają ryzyko, że na nią zachorujemy. To z kolei przybliża niebezpieczeństwo zmian w naczyniach krwionośnych. Przez to upośledzone może być funkcjonowanie nerek, oczu czy krążenie w stopach, w końcu także wydolność serca.

Weź serce na spacer, ucieszy się

Sprawność pompy, jaką jest serce, można mierzyć na różne sposoby. Jednym z nich jest ocena tzw. frakcji wyrzutowej. Jeśli serce kurcząc się, pompuje do aorty 50-60 proc. objętości krwi, jaka znajduje się w lewej komorze, to oznacza, że jest w bardzo dobrej kondycji. Natomiast frakcja poniżej 20 proc. oznacza niewydolność.

- Z naszych danych wynika, że co piąty pacjent po zawale ma frakcję na poziomie 50-60 proc., a więc można powiedzieć, że nie odczuł jego skutków - mówi dr Marek Gierlotka z ŚCChS.

Reszta to w przeważającej części tzw. średniacy. Ich serce nie jest tak wydolne jak przed zawałem, ale nieźle sobie jeszcze radzi. By mu pomóc, to znaczy poprawić jego wydolność, muszą się ruszać. Czasy, kiedy zawałowiec tkwił tygodniami w łóżku, minęły bowiem bezpowrotnie.

- Nie chodzi o to, by pacjenci chodzili na siłownię, bo podnoszenie ciężarów może być dla nich groźne. Chodzi o to, by uprawiali dynamiczne ćwiczenia, czyli jeździli na rowerze, pływali, chodzili na spacery. Każdy pacjent powinien zadbać o to, by mieć co najmniej 40-60 minut ruchu dziennie - radzi prof. Poloński.

Kończy się jednak często na tym, że pacjenci kupują sobie stacjonarny rower. Ma być lepszy, bo można na nim "jeździć" także w razie złej pogody. - Widok roweru uspokaja sumienie. W końcu coś się dla siebie zrobiło. A to, że wcale z niego nie korzystamy, schodzi na dalszy plan - mówi kardiolog.

O tym, że wysiłek choćby niewielki popłaca, świadczy przykład pana Zbigniewa Lis. Zawał miał 19 lat temu - jako 60-latek. Nie poddał się. Rzucił palenie, zmienił dietę i spaceruje - codziennie przez dwie godziny. Żyje!

Zobacz serwis specjalny: Jak żyć po zawale?



Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    1 głos