Jak żyć po zawale?

Judyta Watoła
21.02.2011 , aktualizacja: 21.02.2011 00:55
A A A Drukuj
Przed rokiem przekonywaliśmy, że z zawałem serca można wygrać dzięki szybkiej reakcji. Teraz będziemy starali się udowodnić, że zawał to nie koniec świata - można po nim dobrze funkcjonować. Zaczynamy od historii chorych, którzy mimo zawału, a nawet groźnych powikłań, pozostają aktywni i cieszą się życiem
Profesor Lech Poloński
Fot. Grzegorz Celejewski / AG
Profesor Lech Poloński
Zbigniew Lis, 79 lat
Fot. Piotr Deska / AG
Zbigniew Lis, 79 lat
Maria Trzeciak-Ordon, 76 lat
Fot. Piotr Deska / AG
Maria Trzeciak-Ordon, 76 lat
Barbara Kolomyjec, 65 lat
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Barbara Kolomyjec, 65 lat
Jerzy Brzyski, 73 lata
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Jerzy Brzyski, 73 lata
Krystian Wagner, 45 lat
Fot. Grzegorz Celejewski / Agencja Gazeta
Krystian Wagner, 45 lat
Rozmowa z prof. Lechem Polońskim wojewódzkim konsultantem w dziedzinie kardiologii, kierownikiem III Kliniki Kardiologii w Śląskim Centrum Chorób Serca w Zabrzu

Judyta Watoła: Pacjenci opowiadają nam swoje historie. Ci, którzy trafili najszybciej do szpitali, w ogóle nie odczuwają skutków choroby albo nawet czują się lepiej.

Prof. Lech Poloński: To pokazuje, jak ważny temat podjęliśmy w zeszłym roku, organizując akcję "Zawał serca - wygraj z czasem". Dziś, gdy śmiertelność w zawale jest dwukrotnie niższa niż jeszcze dekadę temu, ta gra się nie kończy w momencie wystąpienia choroby. Stąd kolejna akcja "Jak żyć po zawale".

Pacjenci zbyt mało o tym wiedzą?

Taka edukacja zawsze jest potrzebna. Chcemy pokazać, że życia po zawale serca nie trzeba się bać. Dbając o siebie, można je świetnie ułożyć.

Może jednak trochę trzeba ludzi przestraszyć? Rzucą wtedy palenie, zmienią dietę...

Niby się boją, ale o zmiany niestety, jest bardzo trudno. Ludzie próbują rzucić palenie, ale wtedy najczęściej tyją. Przychodzą i mówią: "Ja naprawdę nic już nie jem", ale waga mówi co innego. Owszem kontrolują regularnie ciśnienie krwi, ale z resztą jest gorzej. Daliby tysiąc złotych za tabletkę, która za nich schudnie, drugie tysiąc, za taką, która za nich pobiega. Sami się do tego nie biorą.

Nie tylko chorzy po zawale wierzą w moc tabletki.

Ale im bardziej niż innym potrzebna jest często zmiana nawyków. Zresztą zdrowa, niskotłuszczowa dieta jest dobra dla wszystkich. Tak samo jak ruch, choć oczywiście pacjenci po zawale w tym wypadku muszą być ostrożni. Nie wystarczy jednak, że kupią stacjonarny rower i postawią go w kącie sypialni. Od tego zdrowsi się nie zrobią. Trzeba jeszcze na nim jeździć, a najlepiej zażywać ruchu na świeżym powietrzu, na przykład codziennie spacerując 40 minut. Pan Zbigniew Lis spaceruje i żyje już po zawale 19 lat!

Zbigniew Lis, 79 lat

Byłem już prawie na tamtym świecie

To było 19 lat temu. Nie oszczędzałem się specjalnie. Wypalałem codziennie 30-40 papierosów. Wcześnie rano wstawałem do pracy w dozorze na kopalni - trzeba było dojechać z Częstochowy do Olkusza. Ale zawał miałem, kiedy już przeszedłem na emeryturę. Jeden, a po pół roku zaraz drugi. Po tym pierwszym jeszcze paliłem, po drugim już się nie odważyłem. Trafiłem do Zabrza na zabieg - poszerzono mi dwie zwężone tętnice. Od tamtej pory jestem pod kontrolą i czułem się całkiem dobrze. W 2006 roku lekarze wykryli, że mam raka nerki. Nim ją usunięto, kardiolodzy założyli trzy stenty.

Wtedy, 19 lat temu, byłem już prawie na tamtym świecie, a żyję. Dwa razy w roku badam sobie cholesterol, przestrzegam niskotłuszczowej diety i pilnuję, by codziennie mieć ruch. Na dwie, trzy godziny wychodzę na spacer po alejach Maryi Panny. Jest fajnie.

Maria Trzeciak-Ordon, 76 lat

Mój zawał był bez szans

To było ponad 10 lat temu, w sierpniu 2000 roku. Poczułam się jakoś źle i postanowiłam pojechać do Zabrza na wizytę do mojej poradni przy Śląskim Centrum Chorób Serca. Powiedziałam doktorowi: - Nie boli mnie w klatce piersiowej, ale nie mogę oddychać. Zrobił mi badanie i od razu trafiłam na zabieg. Lekarze udrożnili mi zatkaną tętnicę, czyli wykonali balonikowanie i założyli stent, żeby znowu się nie zatkała. Wszystko odbyło się tak szybko, że zawał w moim sercu nie dokonał praktycznie żadnych zniszczeń. Do tego, dzięki balonikowaniu, po zabiegu czułam się nawet lepiej niż przed.

Palenie rzuciłam już kilka lat wcześniej. Po zawale za to zmieniłam dietę. W końcu jestem technologiem żywienia. Zamieniłam masło na oliwę, pieczywo na zupy z warzyw, smażone potrawy na gotowane. Pewnie, że biegać po schodach jak dawniej już nie będę, ale czuję się całkiem dobrze.

Barbara Kolomyjec, 65 lat

Mimo zawału niewiele się zmieniło

Zawał dopadł mnie całkiem niedawno - w listopadzie. Nigdy wcześniej nie miałam z sercem kłopotów. Nie chodziłam do kardiologa. Tego dnia rano poczułam lekki ból w klatce piersiowej. Odczekałam i poszłam umyć głowę, ubrałam się, pomalowałam, a potem jeszcze przetarłam podłogę. I wtedy nagle poczułam, że nie mogę zrobić już najmniejszego ruchu. Odczekałam chwilę i poszłam do córki, która mieszka drzwi w drzwi. W ciągu 10 minut przyjechało pogotowie. Pytali się mnie, czy chcę do szpitala na miejscu, czyli w Gliwicach, czy prosto do Zabrza. Powiedziałam: "Zabrze", bo wiedziałam, że im szybsza fachowa pomoc, tym lepiej. I tak się stało. Nie odczuwam żadnych skutków zawału, a nawet czuję się lepiej, bo tętnice, które były zatkane, są teraz poszerzone. Zdrowo się teraz odżywiam i tylko rozsądek nakazuje mi, żeby sobą nie szastać, bo czuję się silna.

Jerzy Brzyski, 73 lata

Żyję mimo dziury w sercu

To było w listopadzie 2006 roku. Byłem akurat na kilkudniowej wycieczce w Budapeszcie. W ostatnim dniu poczułem się jakoś nieswojo. Coś mnie bolało. Jestem lekarzem, więc pomyślałem, że takie objawy to może być zawał, no ale trzeba było właśnie wracać. Po śniadaniu spakowałem więc rzeczy do samochodu i postanowiłem sam wracać do Bielska-Białej. Jakoś doturlałem się do domu, ale czułem się już naprawdę źle. Szwagier podwiózł mnie do szpitala, gdzie koleżanka lekarka zrobiła ekg. Wyszedł zawał jak nic. Zrobili mi koronarografię, a potem już na sygnale zawieźli do Ochojca na by-passy. Było dobrze, aż tu w dziesiątym dniu po operacji zapaść. Badanie pokazało, że w sercu, w przegrodzie międzykomorowej zrobiła się dziura. Trafiłem do Zabrza, gdzie założono mi specjalne implanty, tzw. parasolki. Dziura jest więc zatkana. Od tamtego czasu wszystko gra. Choć jestem emerytem, pracuję, wykonując ekspertyzy sądowe. Nie unikam też dalekich wyjazdów.

Krystian Wagner, 45 lat

Byłem przerażony, ale już ochłonąłem

Pamiętam dokładnie - miałem zawał serca 17 grudnia 2009 roku. To było w pracy. Handlowałem akurat na targowisku w Strzybnicy pod Tarnowskimi Górami. Zabolało strasznie, tak, że musiałem przestać. Schowałem się do auta. Przesiedziałem tam ze dwie godziny i puściło. Do domu do Rudy Śląskiej wróciłem całkiem normalnie.

Na drugi dzień nie mogłem jednak wstać z łóżka. Przyjechało pogotowie, zawiozło mnie do szpitala w Goduli. Tam dowiedziałem się, że mam zawał serca. Byłem przerażony. Karetka zawiozła mnie do Zabrza. I tu od razu trafiłem na stół zabiegowy. Było balonikowanie i założenie stentu. Ochłonąłem. Po czterech miesiącach miały być kolejne, ale okazało się, że to już nie ma sensu, bo serce jest zbyt zniszczone. Była więc operacja - wszczepili mi pięć by-passów. Od tego czasu czuję się bardzo dobrze, choć jeszcze nie wróciłem do pracy. Bardzo teraz dbam, żeby mieć cholesterol w normie i jem mało tłuszczów.

Zobacz serwis specjalny: Jak żyć po zawale?



Podziel się

  • Dodaj komentarz
  • Kup licencję
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    0 głosów