Muffinki lepsze niż praca w banku
10.02.2012
, aktualizacja: 26.03.2012 11:21
Renata Będźkowska przez dziesięć lat pracowała w firmie logistycznej, przez kolejne cztery była menadżerem w banku. I nagle postanowiła odmienić swoje życie. - Miałam dość pracy w korporacji, pomyślałam, że najwyższy czas iść na swoje - mówi. I poszła. Teraz prowadzi kawiarnię dla rodziców z dziećmi.
ZOBACZ TAKŻE
- Jak poznać księżniczkę? Dzięki ziarnku grochu, oczywiście (13-02-12, 19:44)
Najpierw zamierzała otworzyć sklep z odzieżą używaną, ale po zastanowieniu doszła do wniosku, że tu gwarancją sukcesu są dojścia do hurtowni z fajnymi ubraniami. Bała się, że interes może nie wypalić. Zwróciła uwagę, że wielu jej znajomych narzeka, na brak kawiarni albo restauracji przyjaznej rodzicom z dziećmi, miejsca gdzie dorosły w spokoju wypije kawę albo zje obiad, a dziecko w tym czasie będzie miało zajęcie. Renata zaczęła czytać fora internetowe, na prawo i lewo rozpytywała o takie miejsca. I zawsze słyszała dwie odpowiedzi: że brakuje lokali przyjaznych rodzicom z dziećmi, a jakby były to wspomniani rodzice na pewno by z nich korzystali. Postanowiła, że otworzy Muffin Cafe, kawiarnię dla wszystkich, ale przystosowaną do potrzeb rodziców z dziećmi. - Dobrze wiemy, że dziecięcy żywioł potrzebuje inspirującej i bezpiecznej przestrzeni. Dlatego jest u nas bawialnia i kojec dla maluchów, stoliki dla najmłodszych i wysokie krzesła do karmienia. Łazienka jest dostosowana do potrzeb małych gości - czytamy na stronie internetowej kawiarni.
Renata pomysł trzymała w tajemnicy, nawet przed bliskimi. Chciała im o wszystkim powiedzieć dopiero jak znajdzie lokal. - Zaczęłam czegoś szukać i zorientowałam się, że to będzie kosztowało. W centrum Rybnika były zabójcze ceny. Mogłam tam wynająć lokal za prawie 7 tys. zł miesięcznie, a znalazłam za połowę tego, tyle, że pięć minut od centrum. Kiedyś był tam pub i właściciel bardzo się zdziwił, że chcę tu otworzyć lokal dla dzieci - mówi Renata.
Z remontem uwinęła się w dwa i pół miesiąca. Wynajęła projektantkę Monikę Stanek (kosztowała 2 tys. zł). - Nasz lokal ma 100 metrów kw., a biura projektowe liczyły sobie ok. 5 tys. za zaprojektowanie 70 metrów - mówi Renata. - Monika na trójkę dzieci i doskonale wiedział, o co mi chodzi. Miało być dla dzieci, ale nie infantylnie. Wyszło idealnie.
Lokal rzeczywiście robi wrażenie, jest przytulnie, kolorowo, ale nie dziecinnie. Ściany zdobią naklejone sowy. Z tyłu jest kącik dla najmłodszych z wygodnym dużym kojcem dla małych dzieci, zabawkami, stoliczkami i tablica do rysowania.
Stoły (musiały mieć z zaokrąglone rogi), kojec (jest odpowiedniej wysokości, stabilny, bez niebezpiecznych kantów, wyścielony materacem) i kanapy, na których siedzi się przy stolikach Renata zamówiła u stolarza. - Można było kupić je w Ikea, ale żadne nie pasowały wymiarami. Zależało mi, żeby na kanapie mogło usiąść dwoje rodziców plus bok, na którym siedzi dziecko. A brat stolarza urządził nam kuchnię - śmieje się właścicielka Muffin Cafe.
Na remont, wynajęcie robotników, urządzenie lokalu, kupienie mebli, telewizora, sprzętu na zapleczu, zabawek i bibelotów Renata, razem ze wspólniczką wydała 100 tys. zł.
Renata: - Musiałyśmy mieć też zapas - 50 tys. zł, na przetrwanie przez jakieś pół roku, jak rozkręcałyśmy interes. Żeby nie zabrakło nam optymizmu jakbyśmy nie zarabiały.
Jej syn jest ogromnym fanem muffinek, stąd nazwa kawiarni: Muffin Cafe. - Myślałam, że jestem taka oryginalna, bo wymyśliłam fajną nazwę i będę sprzedawała muffinki domowej roboty za 2 zł. Aż tu pewnego dnia przychodzi klientka i mówi, że jest już lokal o takie nazwie w Krakowie. Źle się z tym czuję, że nie jestem pierwsza - uśmiecha się Renata.
Zatrudnia trzy osoby: dwie panie w kuchni, jedna pani przy barze oraz dorywczo osoby prowadzące warsztaty. Stronę internetową (www.muffincafe.pl) założył znajomy, a administratorem jest maż pani Renaty. Znajdziemy na niej min. informacje o warsztatach i imprezach, które odbywają się w Muffin Cafe.
Renata: - Jesteśmy otwarci na wszystkich, ale chcemy żeby przychodzili do nas rodzice z dziećmi na obiad, albo deser. Uwielbiam widok całych rodzin grających przy stolikach w gry planszowe. Organizujemy też ciekawe warsztaty dla dzieci, spotkania, przedstawienia teatralne. Chcemy żeby dużo się u nas działo, żeby to było ciekawe miejsce. Myślę, żeby otworzyć w czwartki klub malucha, żeby przychodziły do nas maluchy, które nie uczęszczają do przedszkola.
Czy otwierając lokal popełniła jakieś błędy? - Tak. Wynajęłam człowieka, który w dniu otwarcia miał chodzić po mieście i zachęcać do odwiedzenia Muffin Cafe. A on podrywał dziewczyny - śmieje się Renata.
Renata pomysł trzymała w tajemnicy, nawet przed bliskimi. Chciała im o wszystkim powiedzieć dopiero jak znajdzie lokal. - Zaczęłam czegoś szukać i zorientowałam się, że to będzie kosztowało. W centrum Rybnika były zabójcze ceny. Mogłam tam wynająć lokal za prawie 7 tys. zł miesięcznie, a znalazłam za połowę tego, tyle, że pięć minut od centrum. Kiedyś był tam pub i właściciel bardzo się zdziwił, że chcę tu otworzyć lokal dla dzieci - mówi Renata.
Z remontem uwinęła się w dwa i pół miesiąca. Wynajęła projektantkę Monikę Stanek (kosztowała 2 tys. zł). - Nasz lokal ma 100 metrów kw., a biura projektowe liczyły sobie ok. 5 tys. za zaprojektowanie 70 metrów - mówi Renata. - Monika na trójkę dzieci i doskonale wiedział, o co mi chodzi. Miało być dla dzieci, ale nie infantylnie. Wyszło idealnie.
Lokal rzeczywiście robi wrażenie, jest przytulnie, kolorowo, ale nie dziecinnie. Ściany zdobią naklejone sowy. Z tyłu jest kącik dla najmłodszych z wygodnym dużym kojcem dla małych dzieci, zabawkami, stoliczkami i tablica do rysowania.
Stoły (musiały mieć z zaokrąglone rogi), kojec (jest odpowiedniej wysokości, stabilny, bez niebezpiecznych kantów, wyścielony materacem) i kanapy, na których siedzi się przy stolikach Renata zamówiła u stolarza. - Można było kupić je w Ikea, ale żadne nie pasowały wymiarami. Zależało mi, żeby na kanapie mogło usiąść dwoje rodziców plus bok, na którym siedzi dziecko. A brat stolarza urządził nam kuchnię - śmieje się właścicielka Muffin Cafe.
Na remont, wynajęcie robotników, urządzenie lokalu, kupienie mebli, telewizora, sprzętu na zapleczu, zabawek i bibelotów Renata, razem ze wspólniczką wydała 100 tys. zł.
Renata: - Musiałyśmy mieć też zapas - 50 tys. zł, na przetrwanie przez jakieś pół roku, jak rozkręcałyśmy interes. Żeby nie zabrakło nam optymizmu jakbyśmy nie zarabiały.
Jej syn jest ogromnym fanem muffinek, stąd nazwa kawiarni: Muffin Cafe. - Myślałam, że jestem taka oryginalna, bo wymyśliłam fajną nazwę i będę sprzedawała muffinki domowej roboty za 2 zł. Aż tu pewnego dnia przychodzi klientka i mówi, że jest już lokal o takie nazwie w Krakowie. Źle się z tym czuję, że nie jestem pierwsza - uśmiecha się Renata.
Zatrudnia trzy osoby: dwie panie w kuchni, jedna pani przy barze oraz dorywczo osoby prowadzące warsztaty. Stronę internetową (www.muffincafe.pl) założył znajomy, a administratorem jest maż pani Renaty. Znajdziemy na niej min. informacje o warsztatach i imprezach, które odbywają się w Muffin Cafe.
Renata: - Jesteśmy otwarci na wszystkich, ale chcemy żeby przychodzili do nas rodzice z dziećmi na obiad, albo deser. Uwielbiam widok całych rodzin grających przy stolikach w gry planszowe. Organizujemy też ciekawe warsztaty dla dzieci, spotkania, przedstawienia teatralne. Chcemy żeby dużo się u nas działo, żeby to było ciekawe miejsce. Myślę, żeby otworzyć w czwartki klub malucha, żeby przychodziły do nas maluchy, które nie uczęszczają do przedszkola.
Czy otwierając lokal popełniła jakieś błędy? - Tak. Wynajęłam człowieka, który w dniu otwarcia miał chodzić po mieście i zachęcać do odwiedzenia Muffin Cafe. A on podrywał dziewczyny - śmieje się Renata.
- 1 komentarz
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
0 głosów

Wiadomości z Katowic i okolic.
Przykładowy newsletter



