Dzieci to przywilej bogatych

Magdalena Warchala
11.08.2011 , aktualizacja: 11.08.2011 01:47
A A A Drukuj
Posiadanie dzieci staje się luksusem, na który bez obaw mogą pozwolić sobie tylko ludzie bogaci. Głosząc hasła o polityce prorodzinnej, miasta - jedno po drugim - podnoszą czesne w żłobkach albo pozbywają się problemu, oddając je w prywatne ręce - pisze Magdalena Warchala
Trzy lata temu zmienił się zarządca jaworznickiego dziennego domu opieki nad dziećmi do lat trzech. Został nim Zakład Lecznictwa Otwartego. Od tej pory zaczęły się duże podwyżki czesnego
fot. Dawid Chalimoniuk / Agencja Gazeta
Trzy lata temu zmienił się zarządca jaworznickiego dziennego domu opieki nad dziećmi do lat trzech. Został nim Zakład Lecznictwa Otwartego. Od tej pory zaczęły się duże podwyżki czesnego
SERWISY
SONDAŻ
Czy miasta powinny dbać o niskie opłaty za żłobki i przedszkola?

Tak
Nie
Nie mam zdania

Jaworznicki Dzienny Dom Opieki nad Dziećmi do lat trzech, potocznie zwany żłobkiem, kiedyś służył przede wszystkim najuboższym rodzinom. Mieścił się po sąsiedzku z domem samotnej matki, a obie placówki prowadzone były przez Ośrodek Pomocy Dzieciom i Rodzinie, więc wiele spośród maluchów pochodziło ze środowisk zagrożonych wykluczeniem. Trzy i pół roku temu pani Justyna, lokatorka domu samotnej matki i mama Gracjana, opowiadała "Gazecie", że dzięki opiece, jaką jej syn ma w żłobku, może wreszcie uporządkować życie - znalazła pracę, odkładała pieniądze, by się usamodzielnić.

Wszystko skomplikowało się, gdy wojewoda skarcił miasto, że - według ówczesnych przepisów - żłobek powinien być jednostką opieki zdrowotnej, a nie pomocy społecznej. Po protestach rodziców, którzy nie chcieli likwidacji placówki, urzędnicy wyłonili nowego zarządcę - Zespół Lecznictwa Otwartego. Ze strony miasta padały wówczas słowa o społecznej potrzebie i o tym, że młode rodziny nie mogą zostać na lodzie. I choć, przejmując placówkę, ZLO natychmiast podniósł czesne o ponad 100 zł, rodzice, uwolnieni od widma przymusowej rezygnacji z pracy czy zapożyczania się na opłacenie niani, nie śmieli narzekać.

Obowiązująca od tego roku tzw. ustawa żłobkowa pozornie uprościła przepisy - żłobki nie muszą być już placówkami medycznymi. Myli się jednak ten, kto uwierzył, że obniży to koszty ich funkcjonowania. Przeciwnie. Po nowelizacji przepisów przez żłobki przetoczyła się fala podwyżek. W naszym regionie na podniesienie czesnego zdecydowały się m.in. Racibórz, Bytom, Dąbrowa Górnicza i Gliwice. Urzędnicy wyjaśniali pokrętnie, że w ten sposób gromadzą pieniądze na tworzenie nowych miejsc dla dzieci albo że podwyżki zmotywują rodziców do zatrudniania niań i otwierania prywatnych klubów malucha. Renata Caban, wiceprezydent Gliwic, przekonywała nawet, że komercyjne usługi opiekuńcze wcale nie muszą być droższe, niż te państwowe.

Przykład Jaworzna pokazuje, że jest inaczej. W tym miesiącu rodzice doczekali się kolejnej podwyżki. - Opłata stała wzrosła z 250 zł do 400 zł. Dodatkowo od września ma być wprowadzone wpisowe w wysokości 300 zł obowiązujące nawet dzieci, które, jak moje, chodzą do żłobka od zeszłego roku - załamuje ręce Patrycja Jankowska, jedna z mam.

- ZLO to spółka, która musi dbać o kondycję finansową. Robiliśmy co mogliśmy, żeby podwyżki były jak najniższe, ale udziałowcy nie pozwolą, byśmy sponsorowali dzieci, narażając spółkę na straty - wyjaśnia Zofia Orzechowska, wiceprezes ZLO.

Wylicza, że prowadzenie żłobka wiąże się z wydatkami na utrzymanie budynku, media, pensje dla sześcioosobowego personelu, sprzęty i zabawki. Ma nadzieję, że kiedy we wrześniu w tym samym budynku ZLO otworzy przedszkole, zyski zbilansują dotychczasowe koszty, a opłaty, np. za posiłki, uda się nieco obniżyć. Zaznacza, że obecnie miasto nie dokłada nic do żłobka, a dla ZLO, utrzymującego się z poradni lekarskich, to działalność poboczna.- Najłatwiej byłoby go zamknąć. Ale nie o to chodzi, dzieci nie mogą zostać bez opieki - mówi Orzechowska.

Miasto, które zrzuciło problem na prywatne barki, chętnie jednak umywa ręce. - Żłobek prowadzi prywatna instytucja. Nie mamy wpływu na to, jakich opłat żąda za usługi - ucina Monika Komańska z biura promocji i informacji magistratu.

Pani Patrycja martwi się tymczasem, jak wygospodaruje we wrześniu 876 zł (tyle wyniesie czesne z wpisowym i wyżywieniem po 8 zł dziennie). - To kwota zabójcza - mówi.

Wyjaśnia, że ma na utrzymaniu jeszcze trzecioklasistę, któremu musi kupić podręczniki, a w dodatku niedawno straciła pracę. - Młoda mama ma marne szanse na zatrudnienie, więc w lipcu otworzyłam firmę, w której na starcie potrzebne są niemałe pieniądze. Ale chcę zarabiać, a nie prosić MOPS-u o pomoc na utrzymanie dzieci - mówi pani Patrycja.

Podziel się

  • 42 komentarze
  • Ocena:

    • słabe
    • nic specjalnego
    • dobre
    • bardzo dobre
    • znakomite

    18 głosów

  • Na Filipinach mają przyrost naruralny 2% rocznie damiann_38 11.08.11, 09:45

    a do bogatych Filipińczycy zdecydowanie się nie zaliczają. Jak taki Filipińczyk zachoruje to cała rodzina zrzuca się na leczenie, więc ma interes żeby ta rodzina była liczna. »

  • Dzieci to przywilej bogatych hit.and.run 11.08.11, 10:06

    Nie marudzic tutaj.Nie ma Kaczki u rzadow a to jest najwieksza zasluga Platformy jaka mozna bylo dostac. Tak mowia w TVN i ja im wierze.Przedszkola, zlobki, dotacje ? Cieszcie sie ze PO nie»

  • Re: Dzieci to przywilej bogatych hansfakir 11.08.11, 11:13

    Jak ktoś chce mieć dzieci to powinien mieć na nie pieniądze, a nie potem plakać ,ze przedszkole za drogie. Prosta zasada jak cie nie stać to nie planuj. Dzieci to przywilej ,a nie obowiązek.»