Piłkarz z YouTube? Nie, dziękuję!
2009-11-18
, aktualizacja: 19.11.2009 13:11
Czy Ruch Radzionków może zagrać w Bytomiu? - Nie ma takiej opcji. Nawet nie wyobrażam sobie rozmów na taki temat - stawia sprawę jasno Tomasz Baran, prezes lidera drugiej ligi.
Wojciech Todur: Pana klub jest pierwszy, a Pan coś lekko zawiedziony. Dlaczego?
Tomasz Baran, prezes Ruchu Radzionków: Lekko zawiedziony to delikatne słowo. Końcówka rundy była słaba. Najgorsze, że rozmowy z trenerem i piłkarzami nic nie dawały. Rafał [trener Rafał Górak - przyp.red.] próbował wpompować w zespół nową energię, ale nie udawało się. Może niemoc siedziała w głowach piłkarzy, a może to zmęczenie pętało im nogi? Ja swoje wnioski mam. Na pewno czekają nas poważne rozmowy, a rozstania są nieuniknione.
To zabrzmiało poważne. Trener też ma się obawiać?
- Rafał ma kontrakt do końca czerwca i wierzę, że go wypełni. Nawet nie ma o czym gadać.
To co lub kto zmartwiło Pana najbardziej?
- Mieliśmy bardzo dobry i skuteczny początek. To nas uśpiło. Wiele osób pomyślało, że przejdziemy ligę spacerkiem. To był błąd. Zawiodła mnie też nasza młodzież. Wiem, że potrafią, a zachowują się momentami tak jakby było im najwygodniej za plecami bardziej doświadczonych piłkarzy. Ja wiem, że nie ma co narzekać. Gdybyśmy mieli teraz dziewięć punktów przewagi nad drugą drużyna to nie odezwałbym się nawet słowem. A tak czuję, że stoimy w miejscu. A ja nie jestem człowiekiem, który lubi stać, bo tak naprawdę wiem, że się cofam.
Znowu przebuduje Pan zespół?
- Na pewno nie. To już nie będzie budowa tylko uzupełnianie, wzmocnienie składu. Myślę przede wszystkim o zakontraktowaniu napastnika. Snajpera, który poderwie zespół. A czy to będzie Stanisław Wróbel, Krzysztof Gajtkowski czy może piłkarz, który dopiero pracuje na nazwisko to już drugorzędna sprawa. Seryjne marnowanie okazji jest bardzo frustrujące. Osłabia morale drużyny, zniechęca kibiców. Tymczasem z każdym awansem o te okazje jest trudniej. My już musimy szukać piłkarzy na pierwszą ligę. Wokół klubu już kręci się kilku menedżerów. Proponują, zachęcają. Ale ja żadnego piłkarza z You Tube nie kupię. Musi przyjechać do Radzionkowa. Przebadamy go i wtedy podejmiemy decyzję. Chcę zamknąć kadrę jak najszybciej. Dać trenerowi komfort pracy.
Obawia się Pan grupy pościgowej?
- Najbardziej Zagłębia. To będzie bardzo groźny rywal. Groźniejszy od Polkowic czy Zawiszy. Mają ciekawy zespół, a na pewno jeszcze się wzmocnią. Nie będą gubić punktów.
A Tychy?
- Fajna drużyna, ale niestety z organizacyjnymi problemami. W dwunastu piłkarzy ligi nie ograją. My mamy trzydziestu i to jest przegięcie w drugą stronę. Na pewno zredukujemy kadrę.
Cały czas buduje Pan zespół na pierwszą ligę. Co jednak ze stadionem? Czy po ewentualnym awansie Ruch opuści Radzionków?
- Nie wyobrażam sobie, żeby zrezygnować ze sportowych marzeń z powodu braku stadionu. Wtedy praca działaczy, trenerów i piłkarzy nie miałaby żadnego sensu. Już się zastanawiamy jak sprostać wymogom licencyjnym. Na pewno nie obejdzie się bez zadaszenia przynajmniej 500 miejsc. To duży wydatek, bo przecież nie zbijemy tego z kilku desek. To musi być solidna, bezpieczna konstrukcja, której niestety nie uda się wykorzystać, przenieść na nowy stadion. Będą też nowe krzesełka. Zwróciliśmy się do Urzędu Marszałkowskiego z prośbą o trzy tysiące siedzisk ze Stadionu Śląskiego. Może tyle nie dostaniemy? Może to będzie tysiąc? Ale i tak będziemy zadowoleni.
A co z przenosinami na inny obiekt?
- To też kosztuje. To już lepiej zainwestować te pieniądze w przebudowę. Zresztą gdzie my się mamy przenieść? Do Bytomia? Nie ma takiej opcji. Nawet nie wyobrażam sobie rozmów na taki temat.
Tomasz Baran, prezes Ruchu Radzionków: Lekko zawiedziony to delikatne słowo. Końcówka rundy była słaba. Najgorsze, że rozmowy z trenerem i piłkarzami nic nie dawały. Rafał [trener Rafał Górak - przyp.red.] próbował wpompować w zespół nową energię, ale nie udawało się. Może niemoc siedziała w głowach piłkarzy, a może to zmęczenie pętało im nogi? Ja swoje wnioski mam. Na pewno czekają nas poważne rozmowy, a rozstania są nieuniknione.
To zabrzmiało poważne. Trener też ma się obawiać?
- Rafał ma kontrakt do końca czerwca i wierzę, że go wypełni. Nawet nie ma o czym gadać.
To co lub kto zmartwiło Pana najbardziej?
- Mieliśmy bardzo dobry i skuteczny początek. To nas uśpiło. Wiele osób pomyślało, że przejdziemy ligę spacerkiem. To był błąd. Zawiodła mnie też nasza młodzież. Wiem, że potrafią, a zachowują się momentami tak jakby było im najwygodniej za plecami bardziej doświadczonych piłkarzy. Ja wiem, że nie ma co narzekać. Gdybyśmy mieli teraz dziewięć punktów przewagi nad drugą drużyna to nie odezwałbym się nawet słowem. A tak czuję, że stoimy w miejscu. A ja nie jestem człowiekiem, który lubi stać, bo tak naprawdę wiem, że się cofam.
Znowu przebuduje Pan zespół?
- Na pewno nie. To już nie będzie budowa tylko uzupełnianie, wzmocnienie składu. Myślę przede wszystkim o zakontraktowaniu napastnika. Snajpera, który poderwie zespół. A czy to będzie Stanisław Wróbel, Krzysztof Gajtkowski czy może piłkarz, który dopiero pracuje na nazwisko to już drugorzędna sprawa. Seryjne marnowanie okazji jest bardzo frustrujące. Osłabia morale drużyny, zniechęca kibiców. Tymczasem z każdym awansem o te okazje jest trudniej. My już musimy szukać piłkarzy na pierwszą ligę. Wokół klubu już kręci się kilku menedżerów. Proponują, zachęcają. Ale ja żadnego piłkarza z You Tube nie kupię. Musi przyjechać do Radzionkowa. Przebadamy go i wtedy podejmiemy decyzję. Chcę zamknąć kadrę jak najszybciej. Dać trenerowi komfort pracy.
Obawia się Pan grupy pościgowej?
- Najbardziej Zagłębia. To będzie bardzo groźny rywal. Groźniejszy od Polkowic czy Zawiszy. Mają ciekawy zespół, a na pewno jeszcze się wzmocnią. Nie będą gubić punktów.
A Tychy?
- Fajna drużyna, ale niestety z organizacyjnymi problemami. W dwunastu piłkarzy ligi nie ograją. My mamy trzydziestu i to jest przegięcie w drugą stronę. Na pewno zredukujemy kadrę.
Cały czas buduje Pan zespół na pierwszą ligę. Co jednak ze stadionem? Czy po ewentualnym awansie Ruch opuści Radzionków?
- Nie wyobrażam sobie, żeby zrezygnować ze sportowych marzeń z powodu braku stadionu. Wtedy praca działaczy, trenerów i piłkarzy nie miałaby żadnego sensu. Już się zastanawiamy jak sprostać wymogom licencyjnym. Na pewno nie obejdzie się bez zadaszenia przynajmniej 500 miejsc. To duży wydatek, bo przecież nie zbijemy tego z kilku desek. To musi być solidna, bezpieczna konstrukcja, której niestety nie uda się wykorzystać, przenieść na nowy stadion. Będą też nowe krzesełka. Zwróciliśmy się do Urzędu Marszałkowskiego z prośbą o trzy tysiące siedzisk ze Stadionu Śląskiego. Może tyle nie dostaniemy? Może to będzie tysiąc? Ale i tak będziemy zadowoleni.
A co z przenosinami na inny obiekt?
- To też kosztuje. To już lepiej zainwestować te pieniądze w przebudowę. Zresztą gdzie my się mamy przenieść? Do Bytomia? Nie ma takiej opcji. Nawet nie wyobrażam sobie rozmów na taki temat.
- 2 komentarze
- Kup licencję
-
Ocena:
- słabe
- nic specjalnego
- dobre
- bardzo dobre
- znakomite
7 głosów





